Martin Lechowicz

Ale im nagadałem

Od tygodnia żyję na wysokich obrotach. Dobrze, że jestem dotarty, bo inaczej bym się zatarł.

W takich jakich momentach jak ten, nawet najbardziej niezależny człowiek zatęskni sobie czasem w duchu do etatu. Przychodzisz, robisz swoje 8 godzin, a potem masz spokój. Nikt cię nie zna, nikt na ciebie nie zwraca uwagi i nie musisz o niczym decydować. A jak nawet popełnisz katastrofalny błąd i firma przez to padnie, to przecież nie twoja firma, tylko pracodawcy.

Innymi słowy - pełny luz.

I kto powiedział, że bycie niewolniekiem jest takie złe?

A u mnie tak: odkąd napisałem tą prymitywną muzycznie piosenkę o Smoleńsku i Innych Tragediach Naszego Wielkiego Narodu, w mojej skrzynce pocztowej zapanował istny sajgon. Maile pojawiały się jak hydra - na miejsce jednego odpisanego przychodziły dwa następne. Tak naprawdę bardzo mnie to cieszy, bo bardzo lubię dostawać maile, i bardzo lubię rozmawiać z ludźmi. Ale czasu mam tyle ile każdy. Więc jeżeli jeszcze ci nie odpisałem, wybacz, robię co mogę.

Chyba, że jesteś tym krytynem, który mi wysłał wyjątkowo nieporadne groźby karalne w ramach miłości do Szkalowanej Ojczyzny. Tobie nie odpiszę. Przepraszam. Czasem kretynom odpisuję, bo nabijanie się z ludzi głupich to nieustające źródło dobrego humoru, ale tym razem nie mam naprawdę czasu.

Skąd wiem, że to kretyn? No a jak nazwać kogoś, u kogo miłość przejawia się ustawiczną chęcią walenia kogoś w mordę? No kretyn, jak nic. Ewentualnie człowiek chory.

W piątek z kolei miałem debatę światopoglądową w Wyższej Baptystycznej Szkole Teologicznej (dofinansowanej przez któryś-tam fundusz Unii Europejskiej, jak głosi wielki napis przed uczelnią), a w sobotę wpadłem coś powiedzieć jako redaktor Kontestacji na Kongresie Nowej Prawicy. Byłem po całym tygodniu tak zmęczony, że miałem w ogóle nie przyjść. Tym bardziej, że od słowa "prawica" mam odruch wymiotny, który jednak potrafię opanować. Na wypadek, jakby ktoś mi zarzucił lewicowość, spieszę poinformować, że od słowa "lewica" mam również odruch wymiotny, którego nie potrafię opanować. Mnie nie interesują kolory sztandarów, mnie interesują ludzie. Żeby im się dobrze żyło, żeby byli wolni, żeby ich własność była chroniona i żeby działa im się sprawiedliwość. I to bynajmniej nie społeczna.

A to czy im będzie czyjaś prawa ręka grzebała w kieszeni czy też lewa, to mnie naprawdę mało obchodzi.

Poszedłem jednak, bo ktoś do mnie zadzwonił i powiedział, że jestem na liście mówców. Hm. Tak? Ja? A miałem być? A może i miałem. No dobra, to przyjdę. Przyjdę, i przemówię, czemu nie. No to przyszedłem i przemówiłem. Koniec.

Nie jestem do końca zadowolony z tej mowy, nie wszystko powiedziałem co miałem do powiedzenia, i nie aż tak fajnie jak się dało. Ale posłuchać można. Bo krótkie.

Zamieszczam więc to nagranie poniżej. Dźwięk mój, obraz wypożyczony (od dziennikarzy z Kontestacji).

A jeżeli ktoś jest dodatkowo ciekawy co napisał o mnie Newsweek, to prezentuję LINK. Muszę przyznać, że ze wszystkich materiałów prasowych jakie o mnie pisano, ten jest zdecydowanie najrzetelniejszy. Mimo, że opisano mnie tam jako prawicę...

 

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Napój Anonków 37

Jacek Kaczmarski napisał książkę "Napój Ananków".

Ja piszę wpis blogowy pod tytułem "Napój Anonków".

Co zrobić - jakie czasy, tacy bardowie. I takie teksty.

Od paru tygodni przeżywam nowe, ciekawe doświadczenia związane ze społecznością... eee... to nie jest dobre słowo. Prędzej: z bandą. Ale nawet banda ma jakiś porządek...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.