Martin Lechowicz

Czekając na koniec świata

Dzisiaj ma nastąpić koniec świata.

Po wczorajszym spotkaniu ze studentami socjologii, koniec świata wydaje mi się całkiem przyjemną perspektywą. Wreszcie byłby święty spokój.

Z drugiej strony mam jakieś niczym nie uzasadnione przeczucie, że czekanie na koniec świata może się skończyć tak samo jak czekanie na zniesienie meldunków.

W razie czego istnieje dobry, wypróbowany sposób na wyjaśnienie dlaczego końca świata nie było. Należy po prostu powiedzieć, że był, owszem, tylko, że był niewidzialny i nikt nie zauważył. Albo, że przebiegał na poziomie kwantowym. Co to w praktyce oznacza właściwie to samo, ale brzmi bardziej naukowo. To ważne. Bo ludzie nie wierzą w bajki. Więc kiedy im powiesz, że niewidzialna dobra wróżka sprawiła, że zniknęło 100zł z twojej kieszeni, to cię odeślą do domu wariatów, ale kiedy powiesz, że to były efekty kwantowe, to powiedzą "wow" i poproszą o autograf.

Skoro więc koniec świata się zbliża, niczym ksiądz proboszcz po kolędzie, nie muszę już się gryźć w język. Chciałem więc przy tej okazji życzyć wszystkim nadętym, drętwym, nudnym, aroganckim palantom, żeby udławili się własnym poczuciem wyższości i tym samym nie doczekali końca świata.

Życzyłbym dużo więcej i bardziej kwieciście, ale szkoda marnować ostatniego dnia. To lecę. Póki mogę.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Dwa dni po końcu świata 12

Wciąż tu jestem.

Ku mojemu najwyższemu zdumieniu, z którego do tej pory nie mogę się otrząsnąć, koniec świata nie nastąpił. Ziemia się nie rozstąpiła, Giewont się nie obudził, Kraken nikogo nie zjadł i w ogóle nic się nie stało. Tylko jeden wulkan puścił trochę dymu.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.