Martin Lechowicz

Dlaczego daję (albo nie daję) na Owsiaka

O tej porze roku wraca dyskusja moralna pod tytułem: dawać na Owsiaka czy nie dawać.

Rzygać mi się chce od tego roztrząsania. Nie dlatego, że moralna strona decyzji życiowych zalatuje obłudną świętoszkowatością. Może i zalatuje, ale wielu ludzi zupełnie szczerze szuka tego co dobre. Wiedzą, że ich decyzje mają konsekwencje. I chwała im za to.

Nie, mnie mdli co innego: to mianowicie, że kwestia wydania 10 złotych urasta do rangi decyzji historycznej.

I tak: jedni wydają, bo chcą zmieniać świat na lepsze. Chcą ratować dzieci świata. I oczami wyobraźni widzą długi rząd szpitali, a w nich milion dzieci, które uśmiechnięte stają z łoża śmierci. I to wszystko ta jedna dycha. Twoja dycha.

Z kolei ci, co nie wydają, widzą dalej. Oni są mądrzejsi. Oni widzą, że co prawda milion dzieci wstanie z łoża śmierci, ale pierdyliard innych zginie w okropnych męczarniach z powodu upadku służby zdrowia. Albowiem zdemoralizowany rozdawnictwem naród i rozgoryczeni pracownicy służby zdrowia wyjdą z widłami na ulicę by zatopić umęczoną Rzeczpospolitą w krwi.

Nie mówiąc już o tym, że 2 złote z tych 10 idzie na Fundusz Walki z Chrześcijaństwem bezpośrednio do szatana, z którym Owsiak zawarł obustronnie korzystną umowę.

I to wszystko te 10 złotych.

Ileż to człowiek jest w stanie teorii wymyślić, żeby usprawiedliwić zwykłe skąpstwo!

A ja daję z zupełnie prymitywnych pobudek: bo mam w dupie te 10 złotych. Wali mnie to czy mam o 10 złotych więcej czy mniej. Czy to lump, Owsiak czy babcia Marysia - skoro chce, to niech se ma i niech se wyda na co chce.

Już dawno temu stwierdziłem, że kwestia tego czy dać komuś 10 złotych nie powinna zajmować dłużej niż 3 sekundy. Bo 10 złotych nie jest więcej warte.

Polacy... Z byle gówna zrobią zaraz Sprawę Narodową Wielkiej Wagi.

Nie dam na Owsiaka, bo się przyczyniam do zła. Nie wyrzucę spleśniałej bułki, bo w Afryce dzieci głodują. Nie zagłosuję na tego, kogo popieram, bo "głos mi się zmarnuje". No tak, bo przecież od mojego głosu zależą losy galaktyki. Moja decyzja jest super-ważna, przechyla szalę i zmienia historię.

Co za nadęty naród, rany boskie...

A najlepsze, że ci sami ludzie, którzy sobie wyobrażają, że ich dycha zmienia świat, lekceważą to, na co mają naprawdę wpływ: rodzinę, partnera życiowego, przyjaciół, pracę.

Poświęcą dwie godziny żeby rozmawiać o zanieczyszczeniu planety, ale bez trzech sekund namysłu wypieprzą peta na trawnik pod blokiem.

I dlatego mdli mnie od tych dyskusji nad moralną stroną dawania na Owsiaka. Bo dziwnym trafem nie dyskutują nigdy ci, co dali milion. Tylko ci, którym żal pięciu złotych.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Wyzwanie

Wyzwania. Zaskakujące. Codziennie i za darmo.

Sprawdź czy dasz radę!

Dzieci są z nitrogliceryny 15

Jest w Polsce taka gra. Nazywa się "zobaczysz jak sam" i trwa całe życie.

Polega na tym, że bierzesz kogoś nieświadomego i mówisz mu:

  zobaczysz jak sam pójdziesz na studia zobaczysz jak sam będziesz chodzić do pracy zobaczysz jak sam będziesz mieć dom zobaczysz jak sam będziesz mieć żonę

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.