Martin Lechowicz

Dop***cze

Znowu zaczynają mnie drażnić ludzie bez poczucia humoru.

Zwłaszcza ci, którzy swoje kompleksy, problemy osobowościowe, przerost ambicji nad osiągnięciami, brak kobiety, która by z nimi wytrzymała, niedowartościowanie lub też katastrofalny brak dystansu do samego siebie przerzucają na innych. Zwykle na tych, którym coś w życiu wychodzi, bo się nie boją popełniać błędów i dużo pracują.

Przychodzą więc i się dop***lają.

O to, że źle złapałem chwyt G-dur. Albo żebym zmienił stronę, bo na 6-stej beta-wersji któregoś-tam linuxa z jądrem skompilowanym pod eksperymentalny procesor niszowej firmy z Korei nie widać jakiegoś obrazka. Albo o to, że cenzuruję komentarze, kiedy wyp***lę ze strony jakiegoś ch*a, który jest agresywny, głupi i myśli, że jest u siebie i wolno mu każdego dowolnie obrażać, a przede wszystkim gospodarza.

No ja rozumiem, że się coś nie podoba. Ale za kija pana nie mogę zrozumieć takiego masochizmu, żeby tkwić ciągle w tym samym miejscu i jęczeć, że jest źle, zamiast iść sobie gdzie indziej i zmienić coś na lepsze.

Mi się na przykład nie podoba Wojchech Młynarski. No ale czy to jest powód, żeby wchodzić na jego forum w internecie, żeby napisać tam, że gość bardziej gada niż śpiewa i że nie ma głosu? Czy powinienem chodzić na jego koncerty po to, żeby gwizdać i buczeć? Natomiast dop***cze mają jakąś taką potrzebę. Jest nawet jeden "fan" co dzwoni do mnie co jakiś czas, wyłącznie po to, żeby poinformować mnie, które z moich piosenek są do dupy i z czym on się kompletnie nie zgadza.

Zapisałem go w telefonie jako "Moron 4" - bo przed nim było już 3 innych. Zapisuję ich sobie, żebym wiedział kogo nie odbierać następnym razem jak zadzwoni.

Nie wiem jakim trzeba być poj***em, żeby się nie zorientować, że nikogo jego piszczenie nie interesuje. Nie wiem jaki trzeba mieć burdel w psychice, żeby ciągle łazić za kimś ewidentnie lepszym, i stawiać się wobec niego w roli autorytetu i doradcy. Nie wiem jakim trzeba być bezmyślnym durniem, żeby ocenę własnej kompetencji nie popierać absolutnie żadnym osiągnięciem w swojej eksperckiej dziedzinie. I jakim trzeba być oszalałym pomyleńcem, żeby w takiej sytuacji znaleźć sobie kogoś, kto dla odmiany wie o czym mówi (bo coś zrobił, a nie tylko o tym gada) i zabierać się za jego nauczanie.

To tak jakby człowiek, który spędzał czas na czytaniu komiksów o superbohaterów wyzwał na pojedynek mistrza wagi ciężkiej w boksie.

Z jednej strony ja naprawdę, autentycznie lubię ludzi. I naprawdę chciałbym im pomóc - na ile mogę i potrafię - w rozwiązywaniu ich problemów emocjonalnych i psychicznych. Ale co innego zrozumienie dla człowieka, który męczy się z sobą i szuka wyjścia, a co innego dokarmianie kogoś, komu się wydaje, że rozwiąże własne problemy kiedy sie będzie dop***lał do innych, i jeszcze spodziewa się za to wdzięczności, bo przecież pomógł.

Jedyną pomocą jaką ja mogę służyć w tej sytuacji jest powiedzenie prawdy.

Ponieważ tak lubię ludzi, unikam tego, ale skoro ktoś chce się leczyć na cudzy koszt i zostaje pijawką, to sam się o to prosi.

Drogi dop***czu, którego mam na myśli!

Uświadomienie sobie, że jesteś bezwartościowym zużywaczem powietrza, który spędza życie na marnowanie cennego czasu, naprawdę może ci pomóc! Zaakceptuj myśl, że nie jesteś nikim szczególnym - to cię uzdrowi, a nie zniszczy.

Nikogo twoje zdanie nie interesuje, bo jest głupie.

Nikt nie szuka twojego towarzystwa, bo jesteś nudny.

Nikt się z tobą nie liczy, bo nic nie osiągnąłeś.

I tak właśnie ma być. To nie świat jest popieprzony. To ty. To nie ludzie są bezwartościowymi durniami, którzy nie wiedzą co jest wartościowe, a co nie. To ty.

Pamiętaj więc, że twój gust to tylko gust jednego człowieka, który niczego specjalnego nie osiągnął, a nie wzorzec dla całego świata, do którego mają się dostosować ci, którzy coś konkretnego zbudowali.

Skończ więc z idiotycznym przekonaniem, że możesz być dla kogoś autorytetem lub wzorem. Nie będziesz wzorem dla nikogo, bo tylko gadasz i teoretyzujesz. Wzorem są nie ci, co komentują innych, ale ci, których się komentuje.

To co bierzesz za życzliwy uśmiech, jest z trudem powstrzymywanym szyderstwem.

Zaś to co wydaje ci się słuchaniem z uwagą jest niecierpliwym czekaniem, aż wreszcie się odp***lisz i zaczniesz nudzić kogoś innego.

Jeżeli więc uświadomisz sobie to wszystko, jeżeli zrozumiesz, że nie snucie wielkich, ambitnych planów czyni cię lepszym, ale dopiero ich realizacja, że inni niekoniecznie widzą w tobie tak wspaniałego człowieka, jakiego ty w sobie widzisz, wtedy masz szansę stać się o wiele lepszym człowiekiem. Takim, którego ludzie autentycznie lubią, a nie tylko tolerują przez tradycyjną, polską grzeczność.

Natomiast fakt, że Martin Lechowicz chce z tobą gadać, rzeczywiście bardzo dobrze świadczy - o Martinie Lechowiczu.

A wszystkich, których ten tekst nie dotyczy nie przepraszam. Rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że wcześniej czy później będzie. Bo ostatecznie albo będziesz w życiu coś robić - i wtedy będziesz znosić dop***czy, albo też czyjeś życie komentować - i wtedy będziesz jednym z nich. A już zupełnie żałosne byłoby, gdybyś skończył jako komentator życia postaci z telenowel lub bohaterów filmów.

I niech ta myśl będzie dla nas wszystkich przestrogą i zachęceniem.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Napój Anonków 37

Jacek Kaczmarski napisał książkę "Napój Ananków".

Ja piszę wpis blogowy pod tytułem "Napój Anonków".

Co zrobić - jakie czasy, tacy bardowie. I takie teksty.

Od paru tygodni przeżywam nowe, ciekawe doświadczenia związane ze społecznością... eee... to nie jest dobre słowo. Prędzej: z bandą. Ale nawet banda ma jakiś porządek...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.