Martin Lechowicz

Dzień Głupoty

W sobotę obchodziliśmy narodowy dzień głupoty.

Przynajmniej takie miałem wrażenie jeżdżąc po ulicach. Rowerzyści zajmujący całą szerokość ścieżki rowerowej, samochody sygnalizujące skręt i jadące prosto, ludzie chodzący jak pijani, jeżdżący bez wyobraźni. Facet w koszulce z wielkim napisem "Polska" przejeżdżający na rowerze na przejściu dla pieszych na czerwonym świetle tylko po to, żeby stanąć zaraz za tym przejściem w poprzek i czekać na koleżankę, która zaczęła go wyzywać od durniów pytając retorycznie po ch jedzie jak idiota na czerwonym skoro i tak będzie stał.

Wszędzie gdzie nie spojrzeć tępy optymizm egoistów pozbawionych rozumu: rób sobie dobrze, rób byle jak, nie patrz w przyszłość, jakoś to będzie.

Koszmar.

Boże, czemuś mnie nie uczynił bezmyślnym, tępym kretynem? Takim jak wszyscy dookoła?

Ludzie postanowili nie przyjmować do wiadomości, że wszystko co robią będzie miało konsekwencje. A kiedy konsekwencje przychodzą to co robią? Powiedzą "mam co zasiałem"? "Trudno, byłem głupi"? "Czas się zmienić"?

Gdzie tam - z podziwu godną głupotą wymyślają po fakcie absurdalne uzasadnienia dlaczego doszło do tego, do czego doszło. Uzasadnienia obejmują obowiązkowo winnego, na którego zrzuca się całą złość i frustrację. Bo w umyśle głupiego za zadźganie niewiernej żony przez nerwowego męża odpowiada nie mąż, nie żona, nie kochanek ale producent noży.

A do tego im kto głupszy, tym chętniej wyznaczy na worek do bicia te osoby, które najgłośniej go przed konsekwencjami jego głupoty ostrzegały. Łatwo przewidzieć, że jak przyjdzie w końcu krach globalnego systemu finansowego to najbardziej winni będą wolnorynkowcy. Socjalizm zniszczył, kapitalizm będzie winny. Logika idioty.

Kiedy tępi się te osoby, które mogą najbardziej pomóc w kryzysie, odcina się sobie ostatnią możliwość wyjścia z nadchodzącej nieuchronnie, samonakręcającej się beznadziejności.

Widziałem taki to właśnie smutny koniec w sobotę w filmie "Miasto 44". Gdzie mieliśmy okazję zaobserwować jak Polacy najpierw bluzgają na ruskich, pogardzają ruskimi, obrażają ruskich - a zaraz potem wyrażają niezłomne przekonanie, że ruskie pomogą im w powstaniu.

Ten film powinien być przestrogą dla wszystkich jak potworna jest cena głupoty. Niestety nie jest - ludzie w swojej masie jak byli głupi, tak dalej są. I proszę, nie każcie mi podawać przykładów. Od lat to robię, zmęczony już jestem.

Głupota jest straszliwie irytująca i potwornie męcząca, ale nie przesadzajmy - nie jest aż taka straszna. Bo głupi sam ponosi konsekwencje swojej głupoty. Jak pisał Salomon: "jeżeli jesteś mądry, to sam masz korzyść z tej mądrości, jeżeli jesteś szydercą, to sam za to będziesz cierpiał" [Prz 9:12] Dobrze pisał.

Gorzej jak jesteś w jakiś sposób związany z tym głupim. Wtedy będziesz dzielić konsekwencje jego głupiego życia. To też nie musi być jeszcze takie straszne. Gdyby było, nikt nie miałby dzieci.

Ale są granice robienia interesów, mieszkania, grania i chodzenia z głupimi.

Bo jest głupek, który chociaż głupi, to będzie cię słuchał. I będzie wdzięczny za twoją mądrość. A jeżeli nawet nie zauważa konsekwencji, to ma zaufanie. Albo zwyczajnie cię lubi.

Ale jest i dureń, o którym Jezus powiedział "nie rzucajcie pereł swoich przed wieprze, by ich nie podeptały i obróciwszy się, nie rozszarpały was" [Mat 7:6]

Z tym pierwszym można być. Z drugim - serdecznie odradzam.

Masz głupią żonę? Masz głupiego męża? Masz głupiego szefa albo wspólnika? Igrasz z ogniem.

Ale jeżeli cię ów kretyn słucha, docenia i okazuje wdzięczność, nic się takiego nie dzieje. Jeżeli nie - zrób wszystkim przysługę i wyrzuć tego kogoś z życia. Bo i ona w końcu utonie i jeszcze ciebie pod wodę wciągnie.

Niektórzy nauczą się tylko jak poczują ból. Dla takich ośrodkiem edukacji jest nie głowa, ale dupa.

To, że ludzie wszędzie dookoła są potwornie głupi, bezmyślni i pozbawieni wyobraźni to też jeszcze nie byłoby takie straszne. Nieszczęście polega na tym, że są oprócz tego smutni, przygnębieni, ponurzy i poważni.

Nie ma większego kretyna niż kretyn w garniturze.

W filmie "Harvey" z 1950 roku padają słowa: "in this world, Elwood, you must be oh so smart or oh so pleasant".

Tak, można być albo bardzo bystrym albo bardzo sympatycznym. Miłej dziewczynie idzie w życiu łatwo i mądrej dziewczynie też idzie w życiu łatwo.

Sęk w tym, że większość ludzi nie dość, że głupia to jeszcze odpychająca. Neither smart or pleasant.

I dlatego uważam, że najtrudniejszą rzeczą, jakiej przyszło mi się nauczyć, to nie mówić ludziom wszystkiego co naprawdę o nich myślę.

Bo to ani smart ani pleasant.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Nie mamy szans 25

Może to przez pogodę, może przez przeziębienie, a może przez ostatnią audycję o przypadku Kelthuza, ale uświadomiłem sobie smutno, że nie mamy szans.

My, ludzie pokoju.

Ludzie wojny są po prostu ciekawsi. Jak Rafalala da w gębę facetowi na ulicy to mówi o tym cała Polska. A jakby ta sama Rafalala uśmiechała się do każdego i mówiła, że brzydzi się przemocą, to do programu w Polsacie nikt jej nie zaprosi...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.