Martin Lechowicz

Dziewczyny i baby

Girls just want to have fun, jak śpiewała Cyndi Lauper.

No mam, k***, nadzieję.

Bo jak patrzę na te przerażająco smutne damskie mordy na ulicach, to ja tego nie widzę, że girls want to have fun.

To nie są "girls", to są baby. Wędrowna baba miejska, dawniej dziewczyna. Dziewczynom z czasem tkanka miękka w twarzach zastyga i zmieniają się w kamień. Niczym trol po wschodzie słońca. Z tym, że to nie trol, tylko baba.

Ludzie krzywo na mnie patrzą, że zadaję się dziewczynami o różnicy wieku coraz bardziej dwucyfrowej. A z kim, do ciężkiej galerianki, mam się zadawać? Z trupami?

Czy to jest moja wina, że przeciętna dziewczyna w Polsce 3 lata po zakończeniu studiów zmienia się w zombie?

Z lotu roweru patrzę często jak ludzie chodzą po Warszawie. Idą i niczego nie widzą. Niebo jest takie wielkie i takie niebieskie, a na nim podejrzane chmury coś knują. Wiatr atakuje cię drzewem w pysk, a trawa czai się tuż pod girą. Możesz przyspieszyć. Możesz zwolnić. Możesz obrócić się i iść pięć kroków tyłem.

Co za sens móc robić co chcesz, skoro niczego nie chce?

W dodatku pełno dookoła tego co na świecie najciekawsze - ludzi. A każdy człowiek to historia, której streszczenie można przeczytać na twarzy.

Można też kopnąć liścia, pomachać samochodom, pogapić się na dachy budynków. Można zerwać trawę i gryźć ją jak koń. Można ułożyć kostkę Rubika.

Sto tysięcy rzeczy może robić dziewczyna idąc ulicą. I dziewczyna tak robi. Widziałem. Bo girls want to have fun!

A tymczasem w Warszawie ch**, dupa i betonu kupa. Nie ma girls na ulicach. Są tylko baby. Twarze, które mogłyby być piękne, są nieruchome i zacięte. Oczy, które powinny błyszczeć życiem, są martwe jak kolumna Zygmunta. Zmęczenie, jedno wielkie zmęczenie.

- Czym tak jesteś zmęczona, szanowna babo uliczna?
- Życiem, Martinku, życiem!
- Gówno prawda - mówią jej oczy - Sobą jest zmęczona. Ty byś z nią ile wytrzymał? A ona musi wytrzymywać ze sobą całą dobę. Każdy by się zmęczył.

A zmęczona sobą baba, która mogłaby być dziewczyną, mówi mi dalej:
- Jakbyś był w moim wieku...
- Jestem w twoim wieku, babo.
- Ale jakbyś przeżył tyle co ja...
- Przeżyłem trzy razy tyle.
- Ale jakbyś miał tyle rzeczy na głowie...
- Babo, dlaczego po prostu nie chcesz żyć? Cieszyć się wszystkim?
- Bo to się tak nie da.
- Da się. Przecież ja tak żyję i nie tylko ja.
- Ech, szkoda gadać. Chłop to nigdy nie zrozumie.
- Ja nie chłop. Ja szlachta!
- Dorośnij.

Nie, nie dorosnę, pani babo. Nie namówiła mnie pani. Gdyż jest pani apetyczna jak gangrena i pociągająca jak szubienica. Idź pani w ch**.

A ja pójdę się pobawić z jakąś dziewczyną. Dziewczyny chcą się bawić.

O ile gdzieś jakieś są.

Mam, k***, nadzieję.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Komercjalizacja poczty 5

Poszedłem na pocztę wysłać książkę. Tym razem osobiście, bo sklepikarka wyjechała.

Na poczcie siedem osób i pięć okienek, z czego dwa czynne.

- Chce pan za potwierdzeniem? - pyta pocztówka*.
- Nie - powiedziałem, bo naszła mnie chęć na ryzyko.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.