Martin Lechowicz

Gołębie

Daliśmy gołębiom żarcia na parapet. Przyleciały i teraz się biją. Jedzą, przepychają się, srają, jedzą, szarpią, dziobią, pchają.

Zupełnie jak ludzie.

Przykro na to patrzeć i fajnie zarazem. Widać teraz dlaczego ludzi tak pociąga władza. Jak się ktoś raz dorwie do ziarna to może nam sypać z państwowego na parapet i patrzeć jak się fajnie dziobiemy.

Moglibyśmy oczywiście stanąć w kolejce. Zorganizować się. Użyć miłości bliźniego i dać jeść tym, co są najbardziej głodni.

Ale to lewactwo jakieś. A czasy są prawicowe. Więc trzeba jak gołębie: raz dziobnąć ziarno, raz sąsiada, raz ziarno, raz sąsiada. Tak wiecie, po naszemu, tak od serca, narodowo. Jak nauczał Pan Jezus w kościele po kolędzie przy wodzie święconej: przypierdolić bliźniemu swemu jak sobie samemu.

Ja chciałem pomóc tym gołębiom, a one się biją. Silniejsze dają przykład, słabsze naśladują, a mądrzejsze chodzą głodne. A ja bym wolał, żeby było na odwrót.

I kiedy tak sobie patrzę jak się tłuką zamiast jeść spokojnie i się cieszyć, to coraz częściej mój wzrok pada na pistolet śrutowy, co leży pod oknem. Leży sobie skromnie z lufą skierowaną w stronę okna i wygląda jakoś tak... znacząco. Zachęcająco nawet.

Zupełnie jakby chciał mi coś podpowiedzieć. Ale o co mu może chodzić?

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Świat jako szpital 11

Zastanawiam się skąd autorzy artykułów w gazetach biorą swoje informacje. Na przykład o USA - ciągle ostatnio piszą, że gospodarka ruszyła, że poprawia się, że jest coraz lepiej, itd.

Na podstawie jakich danych, pytam? Ze szklanej kuli to wywróżyli, czy co?

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.