Martin Lechowicz

Google translate

Może kogoś zastanawia dlaczego tyle rzeczy tworzę w internecie a na żadnej stronie nie mam reklam.

Po pierwsze: dlatego, że jako twórcy to może i mi czasem coś fajnego wyjdzie, ale sprzedawca ze mnie do dupy.

Po drugie: dlatego, że w praktyce jedyną możliwością zarabiania na reklamach jest firma Google, a ona ma cię gdzieś. I wcale się z tym nie kryje.

Kiedyś, wiele lat temu, nie wiedziałem o tym więc spróbowałem założyć konto AdSense. Reklamy sobie były i nawet sobie zarabiały, aż któregoś dnia przyszła informacja, że konto zamknęli.

Naturalne pytanie brzmi: za co?

Odpowiedź: masz link do strony.

Na stronie wymienionych zostało 50 możliwych powodów oraz informacja, że powód może być dowolnie inny. Ale możesz, szanowny robaku, złożyć reklamację jak poprawisz błędy. Pod warunkiem, że we śnie Duch Święci ci je objawi, bo my ci nie powiemy o co chodzi. Hahaha. Dobrze się bawisz? Bo my tak.

Poprawiłem. Wysłałem.

Przyszedł mail od automatu, w którym napisano, że wszystko starannie sprawdzili fachowcy. O, mogę wam nawet pokazać jak taki mail wygląda:

"Thanks for the additional information provided in your appeal, we appreciate your continued interest in the AdSense program. After thoroughly reviewing your account data and taking your feedback into consideration, our specialists have confirmed that we're unable to reinstate your AdSense account."

Należałoby to należycie przetłumaczyć. Pozwólcie, że zabawię się w Google Translator:

"Dzięki za informacje, które nam przysłałeś. Nawet ich nie czytaliśmy. Jesteśmy pod wrażeniem, że jesteś wciąż zainteresowany AdSense mimo, że cię wykopaliśmy nie podając powodu. Po sprawdzeniu przez jakiś automat pobieżnie paru danych doszliśmy do wniosku, że łatwiej nam zostawić wszystko tak jak jest i wysłać ci uprzejmego automatycznego maila niż zajmować czas naszemu pracownikowi".

Warto by było też przetłumaczyć ten fragment z ich strony:

"Rozumiemy, że masz wątpliwości w związku z działaniami podjętymi w sprawie Twojego konta. Są one wynikiem szczegółowego śledztwa przeprowadzonego przez zespół doskonałych fachowców, biorącego pod uwagę interesy naszych reklamodawców, wydawców i użytkowników. Chociaż nasza decyzja mogła Cię rozczarować, nie możemy ponownie aktywować Twojego konta."

Tłumaczę:

"Rozumiemy, że nie rozumiesz dlaczego masz zablokowane konto. Nie przejmuj się. My też nie. Jest to wynikiem pobieżnego procesu, który zajął 0.1 sekundy i był przeprowadzony przez chiński procesor na którymś z dwustu serwerów. Brał on pod uwagę interesy wszystkich oprócz ciebie. Mamy w nosie czy ta decyzja cię rozczarowała, bo jest nam to całkowicie obojętne czy w ogóle istniejesz".

Nie miej złudzeń, przyjacielu. Nikogo nie obchodzisz ani ty ani twoja sprawa. Nikt nawet nie wie, że istniejesz. Nad wszystkim panuje system.

Nie, żebym się przesadnie denerwował. Reaguję w tej sprawie wzdychaniem. Mam wrażenie, że każdy monopol się tak kończy: arogancją firmy i traktowaniem miliona drobnych klientów z uprzejmą pogardą.

Nie ma sensu obrażać się na rzeczywistość. Rzeczywistością w internecie jest Google i YouTube.

Ale własną opinię mieć warto.

Dziwi mnie to, że wiele osób ciągle uważa Google za dobrą firmę. Ale co zrobić. Wielu też uważa komunizm za dobry system.

Mogę sobie westchnąć i iść dalej. Ewentualnie kombinować.

A międzyczasie ta strona - i wszystkie inne - będzie bezpieczną enklawą w imperium tandety profesjonalizmu. Bez głupkowatych reklam, które ci gwałcą oczy i bez idiotycznych ostrzeżeń przed cookies, które ci gwałcą mózg.

Tym bardziej dziękuję Mecenasom Sztuki Nieprofesjonalnej (Krzysiek i Radek - wam w szczególności) za wsparcie. Póki sa tacy ludzie jak wy, nie musimy wszyscy wchodzić w tyłek aroganckim, do reszty odczłowieczonym korporacjom.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Alternatywa dla Dropbox 31

Dawno, dawno temu przyszedł Dropbox i stało się pięknie.

Skończyły się czasy kopiowania z dysku na jednym komputerze na dysk na drugim komputerze przez dysk zewnętrzny. Skończyło się ciągłe przypinanie i odpinanie pendrive-ów, żeby skopiować pliki między tabletem, telefonem, laptopem i dwoma komputerami. Skończyło się chodzenie od komputera do komputera i sprawdzanie dat, żeby porównać która wersja pracy magisterskiej jest tą najostatniejszą...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.