Martin Lechowicz

Gorsze niż Smoleńsk

Właśnie zobaczyłem najlepszy mecz w życiu.

Polska-Anglia - bez wyniku. Dlaczego? Bo mecz się nie odbył. Dlaczego? Bo padał deszcz.

Ktoś nie zamknął dachu w porę, ktoś nie zainstalował lepszego systemu drenażu boiska i w efekcie boisko przed meczem Polska-Anglia wyglądało jak pole ryżowe.

Dlaczego więc mówię, że to był najlepszy mecz?

Bo komentatorzy (na szczęście nie oglądałem tego w państwowej telewizji - tam komentują roboty przebrane za ludzi) nie wytrzymali i zaczęli nabijać się z tej żenady gorzej niż Wojewódzki ze Smoleńska. Miałem z tego ubaw przez godzinę. Warto było.

Przez kolejne pół natomiast oglądałem dwie rzeczniczki prasowe, które w panice ktoś wysłał, żeby świeciły oczami przed dziennikarzami za niewyobrażalną niekompetencję organizatorów, jaką odstawili na oczach całego świata przed kamerami. Nawet operatorzy za tymi kamerami nabijali się z tego, co się działo - na stadionie można było pływać. I podziwiałem jaki ładne są te panienki i jak dobrze się trzymają. Nie tylko, że za nic nie przepraszały staropolskim zwyczajem, nie dość, że rzeczniczka prasowa PZPN prychała na głupie pytania dziennikarzy, ale one w ogóle nie rozumiały o co tym ludziom właściwie chodzi! Mecz przesunięty - no to co za problem? Nie rozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o tym o której się spotykamy jutro.

Zresztą panie i panowie, nie przesadzajmy - przecież w polskich urzędach ciągle się takie rzeczy dzieją, że się terminy przekłada i jakoś nikt nie protestuje, nie? Więc w czym problem?

Nawiasem mówiąc nikt nie pomyślał, żeby zainstalować na sali mikrofony dla dziennikarzy, skutkiem czego było słychać same odpowiedzi. Aż człowiek myśli, że jak sobie nagłośnienia nie umieją załatwić, to co tu mówić o takim katakliźmie jak deszcz.

Kto by się tego spodziewał?

Oprócz, oczywiście, wszystkich fanów, którzy oglądali prognozę pogody i przyszli z parasolami. I komentatorów. I piłkarzy. I w ogóle każdego, kto ma mózg i przewiduje cokolwiek o choćby parę godzin do przodu.

Tak naprawdę to gówno mnie obchodzi kto i kiedy którym guzikiem ma ten dach nad stadionem otwierać i zamykać. Zwisa mi dorodnym kalafiorem zasada działania systemu drenażu murawy. Powiewają mi parametry jakości i cena murawy.

Mnie interesuje tylko to, żeby takie pierdoły jak deszcz nie unieruchamiały stadionu, który kosztował miliardy. Kupionego za moje pieniądze!

To gorsze niż Smoleńsk.

Bo zaniedbania organizacyjne, niewolnicza mentalność wszelkiego rodzaju "władz" i podejście pod tytułem "żeby w razie czego mieć podkładkę i było na kogo zwalić" można w przypadku rozpieprzenia się samolotu u ruskich zagłuszyć malowaniem wszystkiego na biało-czerwono i darciem mordy na nutę "z ziemi Polskiej do Wolski". Krzyk o Patriotyzmie zagłusza krzyk o Dziadostwie.

Ale mecze piłki nożnej takiej rangi jak Polska-Anglia oglądają miliony zwykłych, normalnych, fajnych ludzi. Z całej Europy. Miliony.

I oni wszyscy zobaczyli na własne oczy to, co my, którzy mieszkamy w Polsce, oglądamy na codzień.

Nie wiadomo czy pękać ze śmiechu, czy wstydzić się, czy zapomnieć o tym wszystkim i wyjechać.

Ciąg dalszy oczywiście będzie nudny: będzie to samo co zawsze. Wiadomo, że każda władzuchna ustawia się zawsze tak, żeby było na kogo zwalić winę. I każdy zwali. I wniosków nie będzie. A winnych się znajdzie gdzieś daleko. Najlepiej za granicą.

Ale tym razem będzie inaczej niż do tej pory. Co teraz cały świat - ten pełen zwykłych, fajnych ludzi, nie ten polityczno-telewizyjny - zobaczył jak naprawdę wygląda z bliska polskie dziadostwo.

I świat nie będzie się oburzał. Nie będzie oskarżał. Nie będzie walczył.

Świat będzie się śmiał.

I ja do niego z radością dołączam! Zaczynając od wysypu obrazków na facebooku, a kończąc na tym, co jutro o bezprecedensowym odwołaniu meczu na polskim stadionie narodowym z powodu deszczu, napiszą w brytyjskich gazetach.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.