Martin Lechowicz

Internet bez ludzi

Tworzenie w internecie jest łatwe i przyjemne.

Pod warunkiem, że nie zrobiłeś z tego głównego zajęcia w życiu.

Spójrzmy prawdzie w oczy: internet jest do dupy. Publikujesz coś, widzisz te wszystkie liczby i niby masz jakiś wpływ. Ale nie czujesz zupełnie ludzi. Nie ma kontaktu. Są tylko liczby.

Kiedyś był. Prowadzę strony, piszę, śpiewam i gadam w tej sieci już z 10 lat. I widzę, że z biegiem czasu robi się coraz trudniej. Ludzie są jacyś... znudzeni. Apatyczni. Bierni. Mają absolutnie wszystko w dupie. I wszystkich.

W złotych latach polski #podcasting był tak samo niszowy, jak jest teraz. Ale była ważna różnica: kiedyś nadający miał ze słuchaczami kontakt. Nie każdy, nie zawsze, wiadomo. Ale czuło się, że są tam prawdziwi ludzie. Że gada się do ludzi. Dla ludzi.

Teraz gada się dla statystyk.

Z konieczności - po prostu ludzie nie są zainteresowani byciem razem. Twórcę traktuje się jak dostawcę pizzy, a nie jak potencjalnego przyjaciela, kolegę, kogoś do kogo można się w jakiś sposób przywiązać. A na innych słuchaczy w ogóle się nie zwraca uwagi. Nie większą niż na faceta siedzącego po drugiej stronie autobusu.

To nie człowiek - to dostawca contentu.
To nie człowiek - to statystyka odsłuchań.

"Społeczność internetowa" - to określenie-kpina. Jaka społeczność? Po prostu statystyka.

Młody internet łączył ze sobą ludzi. Dojrzały internet łączy konsumentów z korytem.

Co zostaje wartościowego, kiedy w technologii zabraknie ludzi? Kiedyś internet był ratunkiem przed telewizją, teraz trzeba się ratować przed internetem.

Nie, nie nadaję się zupełnie do tych czasów ciągłego sprzedawania i walki o sprzedaż. A może tylko do tego miejsca nie pasuję? Albo tej polskiej mentalności, gdzie tak trudno zagadać do człowieka na ulicy bo jest "obcy"?

Ja chcę rozmawiać o wolności, a nie sprzedawać kolejną ideologię.
Chcę pogadać o Biblii, a nie sprzedawać jakiś kościół.

W internecie ludzie szukają hałasu. A ja nie chcę tylko generować hałasu. Ja chcę dawać słowa. Bo mam czasem coś do powiedzenia.

Ale czy jest jeszcze do kogo gadać?

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Marsz - za kim jestem? 19

"Jaką masz opinię o samym marszu i blokadzie? Którą ze stron, bardziej lub mniej, popierasz?" - takie pytanie dostałem mailem.

Marsz Niepodległości 11 listopada 2011 roku w Warszawie przeszła do historii jako wiekopomna chwila. Ci, którzy nie widzieli filmu "Czarny Czwartek", mogli zobaczyć te same sceny na ulicach. Brakowało tylko, żeby kogoś zabili i nieśli go potem na drzwiach pod pomnik Dmowskiego śpiewając "Janek Wiśniewski padł"...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.