Martin Lechowicz

Jaki jestem fajny

Jechałem sobie ostatnio przez miasto na motorku i przyszła mi do głowy myśl: ale ja mam fajnie!

Oto jestem zdrowy, sławny i bogaty. I jestem sam sobie szefem. I jadę motorem z ładną dziewczyną do swojego własnego domu zająć się fajną pracą, daje mi satysfakcję a pożytek ludziom.

A przecież nie aż tak dawno byłem w liceum, mieszkałem u rodziców, musiałem chodzić do szkoły, nic mi nie było wolno, nikt o mnie nie słyszał i jakoś nie miałem przekonania, że kiedyś to się zmieni.

Patrz pan, jakie to piękne!

A potem pomyślałem o tym drugi raz, staranniej.

I przypomniałem sobie, że to nie jest motor, tylko motorower, i nawet nie mam prawa jazdy. Sława polega na tym, że mnie raz na miesiąc pozna gimnazjalista na ulicy, mieszkanie wynajmuję, a bogactwo to już sobie całkiem wyssałem z palca, bo jak zapłacę za czynsz i prąd to mi zostanie minus sto złotych.

Tylko dziewczyna się zgadza.

No i praca, pod warunkiem, że się dyskretnie przemilczy wszystkie minusy.

Pomyślałem po raz trzeci, skonsolidowałem to co mi wyszło z tym, co lubię i czego oczekiwałem, i ostatecznie wyszedł duży plus. Mimo wszystko.

Wniosek:

Jak już myślisz o swoim życiu, to myśl zawsze nieparzystą ilość razy!

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Mój przyjaciel prąd 21

Dawno dawno temu gdzieś daleko w internecie usłyszałem coś o rowerach elektrycznych.

Wydawało mi się to głupie. Rower co waży 50kg, jeździ 20km/h i kosztuje tyle co chiński motorek?

Zapomniałem na parę lat o sprawie, aż do czerwca, kiedy to odkryłem, że nie mogę już więcej jeździć motorkiem. Bo trzęsie, skacze i wibruje i mój biedny żołądek po przejściach krzyczy: "rany boskie, przestań, już nie mogę"...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.