Martin Lechowicz

Już. Starczy.

Po 17 dniach jeżdżenia po Italii w 8 osób, spania na plażach i w lasach, po gotowaniu się w temperaturze uniemożliwiającej nawet zrzędzenie, wróciłem przez Austrię do Lublina.

To była najbardziej męcząca, trudna i pełna wszelkich wyzwań wakacyjna wyprawa w moim życiu.

Ale paradoksalnie odpocząłem fantastycznie. Wnoszę to po tym, że strasznie chce mi się pracować.

Problem polega na tym, że teraz, kiedy prysznic i kibelek nie są luksusem, ale normalnością, organizm przypomniał sobie, że jest zmęczony i zachęca mnie z całego serca do spania i nie robienia niczego. To przykre, bo umysł z kolei ma ochotę robić wszystko. Jest przecież tyle fajnych rzeczy do zrobienia!

  • Piosenki nowe i świeże.
  • Książka poskładana z moich dawnych felietonów na tematy około-chrześcijańskie.
  • Płytka nowa i tania, pożądania godna. Albo i dwie.
  • Opowiadania do spóźnionego numeru Ironizatora.

Same fajne rzeczy, normalnie.

Ale głównie pisanie. Dużo pisania.

Piszę tyle rzeczy i od tak dawna, że zastanawiam się, czy nie byłoby pożyteczne stworzyć interaktywny serwis internetowy, który pomaga ludziom uczyć się pisać. Nie taki typowy, szkolny kurs, gdzie się słucha wykładów, odwala ćwiczenia i zalicza na ocenę. Nie, coś w innym stylu. Coś, co nauczy radzenia sobie z dużo ważniejszymi problemami z pisaniem niż to, gdzie postawić przecinek.

Na przykład z dyscypliną. Strachem przed porażką. Oporem przed czytaniem własnych tekstów. Patrzeniem na tekst od strony czytelnika, a nie pisarza.

Tego, co najważniejsze, nikt nie uczy.

I bywa, że słusznie. Bo są rzeczy, których możesz się nauczyć tylko sam i tylko praktycznie. Co nie oznacza, że nie mogę pokazać ci, gdzie są drzwi i nauczyć jak łapać za klamkę, nawet jeżeli przejść musisz sam.

Ciekawe czy ktoś będzie chciał za to zapłacić?

Myślę, że zaryzykuję i kiedyś to zrobię. Może nawet niedługo. Mam całkiem jasną wizję jak to ma wyglądać.

Ale na razie usiłuję zakończyć wakacje i zacząć życie.

Podczas tej fazy przejściowej przez najbliższe parę dni będę pisać o tym, co się działo w podróży. Jest to i ciekawe i pożyteczne, szczególnie dla kogoś, kto planuje jechać do Włoch na zbyt wiele dni, w zbyt dużo osób i mając zbyt mało pieniędzy.

Ogólna rada jest taka: nie jedź.

Bo jak pojedziesz to wzrośnie podaż, zmaleje popyt i cena moich wspomnień, spostrzeżeń i przemyśleń spadnie. Będę mniej wyjątkowy.

Więc nie rób mi tego i nie jedź.

A jak już musisz, to przez biuro podróży. Im mniej wyjątkowości, tym lepiej. Dla mnie, oczywiście.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Jak ugryźć tyle, żeby połknąć 5

O problemie gryzienia większych ilości niż człowiek może przełknąć napisałem wczoraj.

A jak sobie z tym radzić?

Ktoś napisał, że trzeba by było być konsekwentnym. Pewnie! Tylko, że mi chodzi o realne rozwiązania. Wiadomo, że na mocnym postanowieniu poprawy można jechać najwyżej parę dni. A potem się zaczyna bombardowanie kuszącymi nowymi możliwościami...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.