Martin Lechowicz

Karp

- Panie, weź się pan posuń trochę.
- Gdzie się mam posunąć? Tłok jest, widzi pan.
- No to przynajmniej niech pan karpiowi zrobi miejsce.
- Dzięki, ja nie potrzebuję - powiedział karp.

Właściciel ryby spojrzał w dół do wiaderka.

- No co się tak gapisz? - zabulgotał karp.
- Panie, jak pan to robi? - zapytał drugi pasażer.
- Co?
- No, że to wygląda, jakby karp gadał.
- Ja nic nie robię. Może syn coś zmajstrował - powiedział pasażer i spróbował obejrzeć wiaderko od spodu. Ale tłok był za duży.

- Szukaj, szukaj, może tam żonę znajdziesz - mruknęła ryba.
- Weź pan to wyłącz - zirytował się drugi pasażer.
- Ale co?!
- No tego karpia.
- Jak?
- Nie wiem jak, to pana ryba.
- Nie jestem niczyja ryba! - zawołał karp. - Jadę z wami, bo tak mi się podoba.

Inni pasażerowie zaczęli odwracać głowy. Poza tymi, którzy mieli na uszach słuchawki.

- Skąd pan go ma, tego karpia?
- Kupiłem na bazarze. Okazja była.
- Pewnie jakiś chiński, nie?
- Pewnie tak. Ale karp jest karp.
- Jak jestem chiński, to czemu mówię po polsku? - zapytała ryba.
- Hm, faktycznie mówi po polsku - zadumał się właściciel. - I nawet bez akcentu...
- A kupił pan razem z wiadrem?
- Tak, no przecież nie noszę ze sobą wiadra.
- A, no to sprawa prosta. Po prostu gdzieś w wiadrze jest głośnik.
- No może i jest, ale kto przez niego gada?
- No ja gadam! Chyba słychać mnie, nie? Halo!

Obaj panowie stali i gapili się w wiaderko stojące na podłodze, w którym pływała niezgrabnie ryba.

- O nie, tak się nie będziemy bawić - powiedział karp i wyskoczył z wiaderka.

W autobusie wybuchło istne pandemonium. Pasażerowie rzucili się do ucieczki przed miotającą się po podłodze rybą, ale że tłok był duży, a autobus zamknięty, wywoływało to tylko coraz większy chaos i niezadowolenie poszkodowanych gwałtownymi ruchami ludzi. Jakaś starsza kobieta zaczęła przeraźliwie piszczeć, krzycząc "szczur! szczur!" Ktoś dostał łokciem w nos. Komuś wypadła komórka na podłogę i w panice zaczął jej szukać, przewracając dwie inne osoby. Wszyscy krzyczeli jednocześnie.

- I co? Teraz mnie słyszycie? Wiecie już kto mówi? Czy może dalej wyglądam jak głośnik? - krzyczał zadowolony z siebie karp.

Ale chaos był taki, że nikt go nawet nie zauważył. Poza kobietą krzyczącą "szczur, szczur".

Zanim ludzie się uspokoili z pomocą kierowcy, który zatrzymał autobus i pospieszył zobaczyć, co się stało, karp zdążył wyzionąć ducha.

- Cholera - powiedział właściciel. - I zostałem bez karpia na święta.
- Niech się pan nie przejmuje, kupi pan drugiego.
- Łatwo panu powiedzieć. To była naprawdę okazja.
- Wie pan, w Tesco mają karpie i też są tanie.
- W którym? Tym na Słowackiego?

I obaj panowie pojechali dalej, rozmawiając o cenach ryb w hipermarketach.

I żaden karp im w tym więcej nie przeszkadzał.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Władza i optymizm 18

Pan premier przemówił do narodu. Znaczy: znowu coś obiecywał.

Nie oglądałem, nie słuchałem. Jakoś nie interesowało mnie to, co zapowiada facet, który ostatnim razem jak zapowiadał, to nie tylko, że nie spełnił nawet 10% tego co obiecał, ale niektóre rzeczy zrobił dokładnie na odwrót. Na przykład podniósł podatki, obiecując, że je zmniejszy...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.