Martin Lechowicz

Kobiety

Podziwiam kobiety. Zwłaszcza jedna rzecz mnie w nich fascynuje: to, do jakiego stopnia potrafią żyć w zakłamaniu.

Kilka razy w życiu byłem świadkiem (a i bywało, że ofiarą) tego jak kobieta potrafiła wmówić sobie coś całkowicie nieprawdziwego, uwierzyć w to i jeszcze przekonywać innych, że jest odwrotnie niż wszyscy widzieli. Przy tym wszystkim nawet nie mrugnęła okiem.

Kobieta to cyborg.

Przeciętny mężczyzna przy próbie zakłamywania się dochodzi do momentu, kiedy zaczyna pękać. Jak Tony Soprano - po prostu psychika i ciało nie wytrzymują. Świadomość, że się wmówiło sobie świadomie, że czarne jest białe, rośnie wraz z wagą problemu i ładunkiem emocjonalnym i staje się w końcu nie do zniesienia.

Kobieta nie ma takiego problemu. Jej wewnętrzna elastyczność, brak sztywnego rozdziału między prawdą a nieprawdą, pozwala na życie w tak niewiarygodnie bezczelnych kłamstwach, że obiektywnym obserwatorom najpierw odbiera oddech z wrażenia, a potem podziw podrywa ich do owacji na stojąco.

Niestety zwykle nie ma w takich sytuacjach obiektywnych obserwatorów. Przeciętnie przyzwoity człowiek zupełnie nieobiektywnie dostaje mdłości na widok uśmiechu na twarzy niewiasty, która właśnie mówi komuś, że ziemia jest płaska, grawitacja odpycha a Wojtek to Tereska. I to wszystko z jakiegoś absurdalnego powodu, na przykład "żeby nie ranić uczuć".

Kobiety kłamią, bo podejmowanie decyzji jest trudne. Mężczyźni też zresztą kłamią. Ale oni nie potrafią do końca uwierzyć we własne kłamstwo. Mogą kłamać skutecznie wyłącznie na zewnątrz. A kobieta potrafi i tak i tak. Wiem. Widziałem.

Wąż wiedział co robi, kiedy się zwrócił w raju z ofertą akurat do kobiety.

Uważam, że jedną z moich największych zasług życiowych jest fakt, że nigdy nie trzasnąłem przy takiej okazji kobiety w tą zakłamaną gębę.

Nie wiem do dziś czy to efekt samokontroli, czy po prostu bałem się pobrudzić.

Przestrzegam was przed życiem w zakłamaniu. Wydaje się to łatwym rozwiązaniem, sprytną ucieczką od konsekwencji decyzji, które nas przerastają. Ale to, co przynosi ze sobą świadome wmówienie sobie kłamstwa, to zniszczenie. Amputacja tej najcenniejszej, najdelikatniejszej materii w duszy człowieka, którą jest uczciwość wobec samego siebie.

Jeżeli mam do wyboru cierpieć albo żyć w zakłamaniu, wybieram cierpienie. Bez wahania. Nawet nie muszę się zastanawiać.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Jestem Żydem! Znowu... 9

Żyję.

Znowu.

Choroba przeszła, ale słabość została. Co poniekąd na jedno wychodzi.

Dalej nie wiem co jest przyczyną dziwnych dolegliwości. Jednakowoż tknięty przeczuciem oraz komentarzem Szczepana pod ostatnim moim wpisem postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną możliwość.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.