Martin Lechowicz

Komentarz krzyżowy

Tak sobie pomyślałem, żeby od czasu do czasu odpowiedzieć na jakiś komentarz, tak jak to inni blogerzy robią.

No to dzisiaj wybieram, hm hm, kogo by tu... O, widzę, że "Sternik" coś ma do powiedzenia pod ostatnim wpisem. Tym o Trzech Królach, których nie było.

"Śmieszne, jak opierając się na impertynenctwie można kpić ze wszystkiego" - a można, można, polecam. Na przykład z tego, że ktoś używa słowa "impertynenctwo" zamiast "impertynencja". Ale skoro broni się Trzech Króli, których nie było, uzasadnione jest też użycie słowa, którego nie ma.

Całego zdania z komentarza niestety nie rozumiem, domyślam się tylko, że miało w ironiczny a wyszukany sposób mnie zdyskredytować, pokazując jednocześnie wysoki poziom adwersarza. I pewnie by mu się to powiodło, gdyby zdanie miało jakiś sens, oprócz tylko fajnych słów.

"Autor tekstu zaprezentował jedynie swoją poprawność polityczą" - a tutaj też odsyłam do słownika. Albo ewentualnie sam siebie do niego odeślę, bo dotąd wydawało mi się, że poprawność polityczna oznacza sposób wyrażania się mający demonstrować (często przesadnie lub nawet absurdalnie) szacunek i tolerancję.

Uważasz, Sterniku, iż twierdząc, że miliony ludzi obchodzą święto niedorzeczne i absurdalne, wykazałem poprawność polityczną?

Cóż powiedzieć - dziękuję!

"Pewnie wierzy również że biblia odrzuca teorię ewolucji" - a owszem, i nawet potrafi to wykazać!

Biblia - traktowana poważnie i czytana krytycznie - jest nie do pogodzenia z teorią ewolucji. A to choćby z tego powodu, że według biblijnej skali czasu nie byłoby na nią miejsca. Przypominam też, że według Biblii pierwszy człowiek nie miał ojca, co dość trudno zmieścić w ramach biologicznej ewolucji. A że Adam istniał w Biblii jako postać historyczna, a nie jedynie jako symbol lub mityczna alegoria, świadczy kilka miejsc, z których najbardziej jednoznacznym jest rodowód Jezusa, w którym to przeprowadza się linię przodków aż do Adama. Trudno, żeby postać istniejąca pochodziła od nieistniejącej.

Biblia mówi zresztą wprost i powtarza to kilka razy, że stworzone organizmy rozmnażają się według swoich rodzajów. Stąd nawet nazwa: Księga Rodzaju. Jest to, zdaje się, dokładnie przeciwne temu co mówi koncepcja ewolucji gatunków?

Zresztą nie wierzę, że ewolucja zachodzi, zupełnie niezależnie od Biblii. Co jest o tyle łatwe, że nikt nigdy nie pokazał, że zachodzi, więc nie muszę już niczego udowadniać. No chyba, że ktoś chce traktować mutacyjne zmiany w bakteriach czy wirusach (eksperymenty Lensky'ego) jako dowód na to, że z pokrzywy może powstać ośmiornica. To tak jakby w możliwości ćwiczenia mieśni nóg widzieć dowód tego, że z biegiem czasu można doskoczyć na księżyc.

Gratuluję takiej wiary i podziwiam. Mnie nie stać na aż taką. Ja jednak potrzebuję jakichś konkretniejszych dowodów, żeby w coś uwierzyć.

"... a wyprawy krzyżowe były łupieżczymi napadami chciwych europejczyków na rdzenne ziemie niewinnych arabów" - a to zależy które. Ale oczywiście nie były to ani rdzenne ziemie (czyli jakie?) ani Arabowie nie byli niewinni (czego?).

W ogóle krucjaty to fajna historia. Znacie?

Pierwsza wyprawa krzyżowa - jedyna, która zakończyła się spektakularnym powodzeniem - była zdecydowanie z przyczyn ideologicznych i religijnych. Najpierw na wezwanie papieża stawiło się istne zatrzęsienie rozmaitych nawiedzonych pomyleńców, i cała ta hołota zamiast się zorganizować i przygotować, po prostu wzięła i poszła. Do Jerozolimy, a co! Oczywiście większość padła po drodze (bo reszta poszła do niewoli) jak to zawsze bywa, kiedy człowiek używa religii zamiast mózgu.

Rok później natomiast zorganizowała się zbrojna wyprawa i ci nie tylko, że doszli na miejsce, ale po naprawdę godnych podziwu poświęceniach, nieludzkim wysiłkiem zdobyli Jerozolimę. Wielką radość z odzyskania kontroli nad miejscem narodzin Jezusa uczcili wyżynając wszystko co się w mieście rusza i ma ciemną skórę, w sposób tak barbarzyński, że samym tylko tym incydentem wkurzyli Arabów na dziesięciolecia.

Ale przyznać trzeba, że nastroje w Europie były fantastyczne. Bóg był na każdych ustach. Religijność fenomentalnie pchała jednych ludzi do zabijania innych ludzi, w imię Boga, który kocha wszystkich ludzi.

Druga wyprawa to już niestety była dużo bardziej łupieżcza. Co jest dość oczywiste, zważywszy jak gładko zmieniła kierunek z Jerozolimy, na bogaty i fajny do łupienia Damaszek. Którego zresztą i tak europejscy rycerze nie złupi, z powodu głównie swojej głupoty, kłótliwości i kretyńskiego przekonania o własnej wyższości.

Trzecia wyprawa - to ta, w której brał udział Ryszard Lwie Serce, ten od Robin Hooda - była znowu bardziej ideologiczna. Chociaż można mieć podejrzenia, że Ryszard po prostu musiał się gdzieś wyszaleć. Administratorem Anglii był do dupy, za to kochał wojenną sławę. Może był polskiego pochodzenia? Kto wie.

Czwarta krucjata to był z kolei istny burdel na kółkach, bo każdy z uczestników chciał robić co innego i nikt nikogo innego nie słuchał. Zresztą i nie było za bardzo kogo, bo niewielu tam miało sprawne mózgi. Fakt, że wszystko zaczęło się od standardowego "za wiarę ojców bij ciapatego", ale co z tego. Zawsze się tak zaczyna, a potem każdy idzie tam gdzie idzie.

Więc najpierw cała banda wynajęła statki od Wenecjan, ale się okazało, że nie mają czym zapłacić, bo części się odechciało, część popłynęła sama, a część w ogóle wszystko miała w dupie i tylko szli za tłumem szukając okazji żeby co złupić. Więc, żeby nie wyjść już na kompletnych głupków, skorzystali z oferty Wenecjan, żeby iść rozpieprzyć Konstantynopol. Co prawda wyprawa miała być przeciwko Islamowi, a Konstantynopol był chrześcijański, no ale co mają zrobić, wracać do domu?

Więc nie wiem dlaczego cię to dziwi, panie Sternik, że uważam, że Krucjata nr 4 była łupieżcza. Z tym, że nie przeciwko "rdzennym ziemiom niewinnych Arabów", tylko przeciwko ziemiom innych chrześcijan, którzy to chrześcijanie po to się spotkali, żeby razem zabijać niechrześcijan w imię Boga kochającego wszystkich ludzi.

Proste?

Co to są "rdzenne ziemie" to nie wiem - według Biblii to chyba tylko Nimrod, chociaż też nie, bo ci przed potopem tam wcześniej mieszkali. A według ewolucji to z kolei tylko małpy mogą mówić o "rdzennych ziemiach", chociaż też nie, bo przed nimi też coś przecież było.

Więc wychodzi na to, że "rdzenne ziemie" to mają tylko bakterie.

Z drugiej strony czytając takie pytania jak to "Sternika" mam wrażenie, że ktoś sam nic nie wie o krucjatach, tylko się nasłuchał gdzieś, że były fajne, bo broniły wiary, a jak ktoś uważa, że nie to nie należy z nim rozmawiać, bo to impertynent i nic nie wie.

Jakaś dziwnie słaba ta wiara, skoro jej trzeba bronić. Co, zasłabła nam, biedaczka?

Zresztą nawet gdyby takie coś jak "bronienie wiary" miało sens, to trochę dziwny sposób na obronę znaleźli krzyżowcy, nie? W końcu jest to wiara w to, że Jezus dał się zabić, żeby uratować ludzi, których kochał. No, to obronimy ją najlepiej zabijając innych, żeby uratować samego siebie.

Co za piękne naśladownictwo Jezusa!

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.