Martin Lechowicz

Kto stworzył Google?

Kto stworzył Google?

Dopiero parę dni temu zorientowałem się, że nie mam pojęcia. Steve Jobs, Bill Gates - każdy zna. Zuckerberg - też zna, bo widział film.

Google wymyślili Page i Brin.

Poszukałem jakichś wywiadów z nimi i jestem zaskoczony. Spodziewałem się wizjonerów, a zobaczyłem szkoło. Gościowie są tak niewiarygodnie nijacy, że aż przeźroczyści. Nie mają nic do powiedzenia, kompletnie nic. Nie znalazłem ani jednego zdania wartego zapamiętania.

Dziennikarze zawsze pytają takich ludzi: "jaka jest tajemnica waszego sukcesu". W tym wypadku tajemnicą jest wyłącznie przypadek. Próbowali tego, próbowali tamtego, aż tu nagle trafili w potrzebę rynku. W olbrzymią potrzebę.

Są milionerzy, co zaczynali od zera, ale ich ambicja pokonała wszystko. Są przedsiębiorcy, w których nikt nie wierzył, ale ich wizja pchała ich naprzód. Stallone walczył latami, żeby być aktorem, ale z taką gębą nikt go nie chciał.

Ale jedyną zasługą twórców Google jest chyba to, że się urodzili. Jak się ich słucha w wywiadach to obaj są porywający niczym pierdnięcie i inspirujący jak ziemniak. Nijakość na wysokości.

Bardzo lubię czytać o wizjonerach, twórcach, przedsiębiorcach, o ich zaangażowaniu, wierze, determinacji. O walce. Ale ci dwaj po prostu mnie rzucili o ziemię. Walka? Tata był informatykiem, mama programistką, a milion dolarów na początek chłopcy uzbierali od rodziny i znajomych. Tak się dziś startuje w Ameryce "od zera".

Wiem, wiem, zazdrość przeze mnie przemawia. Przecież my w Polsce też mogliśmy stworzyć Google! Prawda? No oczywiście! Każdy mógł, tylko się nikomu nie chciało. Było robić, a nie teraz kręcić głową nad dzielnymi chłopcami, co własnym wysiłkiem i umiejętnościami osiągnęli sukces!

Nie ma to jak sukces osiągnięty własnymi rękami!

Przy lekkiej tylko pomocy miliona dolarów od rodziców, miejsca urodzenia, kraju przyjaznego przedsiębiorcom, chodzeniu na Uniwersytet Stanford (500 miejsc wyżej w rankingu światowym niż UJ), motywującego otoczenia, amerykańskiej kultury przedsiębiorczości oraz trafieniu w idealny moment na rynku.

Rany boskie, jakbym żył w takich warunkach to bym wymyślił Google z samych tylko nudów!

Słuchałem wywiadów z nimi i prawie zasnąłem. Ale teraz już lepiej rozumiem dlaczego Google zgodziło się tak łatwo na cenzurowanie wyników wyszukiwania w Chinach. Skoro prowadzą go dwie ciućmy o charyzmie herbatnika to raczej nic dziwnego. Że przy każdej męskiej decyzji wymagającej siły charakteru robią to co najłatwiejsze. I płyną sobie z prądem, jak gówienko w Wiśle.

Czekam teraz tylko na książkę pod tytułem "Tajemnica mojego sukcesu" by Page & Brin. Każdy kto zarobi miliard musi obowiązkowo napisać coś takiego. Jak nie napisze sam, to kto inni o nim napisze. Sukces gwarantowany. Każdy przecież chce się dowiedzieć jakim to wielkim i niezwykłym człowiekiem trzeba być, aby osiągnąć tak spektakularny sukces.

Skoro o sukcesie decyduje prawie całkowicie przypadek i okoliczności zupełnie od nas niezależne, to co za różnica czy jesteś wielką indywidualnością i wizjonerem, jak Steve Jobs, czy szarą, nieszczególną częścią tłumu jak Page i Brin? Trafi ci się - to ustrzelisz. Nie trafi się - żaden samorozwój ci nie pomoże.

Ergo, ci wszyscy spryciarze co teraz nas przekonują w sprawnie reklamowanych książkach jak osiągnąć wielki sukces, wciskają nam kit. Bo jak się z historią sukcesu paru takich guru bliżej zapoznałem to się okazało, że osiągnęli swój sukces w 10% dzięki sobie a w 90% dzięki przypadkowi.

Ale prawda jest jest aż tak dołująca. Bo nie do końca tak jest, że jesteśmy zdani całkowicie na zbiegi okoliczności.

To co człowiek może robić, i powinien robić, to dużo strzelać. Jeżeli to gra, i to gra losowa to trudno, niech tak będzie - ale wiemy, że bez grania się nie wygra. Grajmy więc! Próbuj w nieskończoność, to tego, to owego, i przechodząc przez kolejne niepowodzenia, błędy, katastrofy i bankructwa nie przejmuj się specjalnie. To normalne.

Ucz się. Ćwicz. Pracuj. Po to, że żeby, kiedy przyjdzie niespodziewanie jakiś fajny zbieg okoliczności, być gotowym.

W końcu trafi się ślepej kurze ziarno. Ale tylko tej, która dziubie.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Wyzwanie

Wyzwania. Zaskakujące. Codziennie i za darmo.

Sprawdź czy dasz radę!

Alternatywa dla Dropbox 31

Dawno, dawno temu przyszedł Dropbox i stało się pięknie.

Skończyły się czasy kopiowania z dysku na jednym komputerze na dysk na drugim komputerze przez dysk zewnętrzny. Skończyło się ciągłe przypinanie i odpinanie pendrive-ów, żeby skopiować pliki między tabletem, telefonem, laptopem i dwoma komputerami. Skończyło się chodzenie od komputera do komputera i sprawdzanie dat, żeby porównać która wersja pracy magisterskiej jest tą najostatniejszą...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.