Martin Lechowicz

Maluchy i komuchy

Ludzie zwariowali.

Na stronie poboczem.pl jeden facet opisał jak by się dzisiaj żyło gdyby było tak jak w PRL-u. Z perspektywy kierowcy. Samochody by były na talony (tylko by się pewnie ładniej nazwały) przyznawane tym, którzy najbardziej spodobają się władzy, zamiast kartek na paliwo byłyby chipy, a zarabialibyśmy pewnie ze 150 euro na miesiąc. Takie tam wizje. Nic odkrywczego, za PRL-u rzeczywiście tak było.

Na koniec kończy oczywistą konkluzją: "mając przed oczami wizję takiej alternatywnej współczesności zdecydowanie bardziej wolę obecną niepewność i "bezhołowie" niż rzekome wspaniałości socjalistycznej gospodarki planowej. A ty?"

A on mówi, że by chciał!

Na tej samej stronie jest ankieta pod tytyłem "czy za komuny żyło się lepiej niż obecnie?". Osiem tysięcy ludzi odpowiedziało i wynik jest taki, że czterech na pięciu by chciało.

Przepraszam bardzo, ale ci ludzie są popierdoleni.

A właściwie za co przepraszam? Nie, nie przepraszam! Mam idiotów przepraszać?

Przecież to nie jest już kwestia subjektywnego odczucia, tylko sprawdzalnych danych!

W 2008 roku za miesięczną pensję można było kupić 1598 bochenków chleba. W 1989 roku PRL kończył się z wynikiem 894 bochenków.

Tyle, że tych bochenków nie było! A jak były, to były po znajomości. Albo wystane godzinę w kolejce. Albo czerstwe, sprzed dwóch dni.

A co dopiero z mięsem się działo! Zapomnieli już rymowankę "wstrzymał mięso, ruszył serek, to jest nasz towarzysz Gierek"?

Kiełbasy myśliwskiej w 1970-tym roku można było kupić 18 kg, a w 1989-tym 12 kg - taki był postęp i dobrobyt.

A w 2008? 112 kg. Dziesięć razy więcej. I to bez kolejki, bez "spod lady", bez kartek, bez znoszenia fochów ekspedientki i ogólnej pogardy każdego kto miał jakikolwiek cień władzy.

A czekolada? Jaka czekolada, w PRL-u?! Wtedy się nie kupowało czekolady, tylko wybór czekoladopodobny. Najwyraźniej nikt z głosujących nie jadł tego świństwa (smakowało jak wosk zmieszany ze smarem i słodzikiem), albo ma z przeżarcia sklerozę.

Czekolady prawdziwej można było kupić za pensję w 1989 sztuk 69 (1000 sztuk w 2008). Czyli cała wypłata starczała akurat na dwie tabliczki dziennie i suchą bułkę. I do wyboru były nie trzy półki czekolad z całego świata, tylko zwykle jedna czekolada o nazwie "czekolada" w opakowaniu zastepczym, bo w gospodarce centralnie planowanej brakowało nawet opakowań.

Jakim trzeba być skończonym bałwanem, kretynem bez wyobraźni, jakim niepojętym durniem, żeby nie tylko nie wiedzieć jak wyglądała rzeczywistość ledwie trzydzieści lat temu, ale jeszcze twierdzić, że było dokładnie odwrotnie!

Osiemdziesiąt procent uważa, że życie w takiej rzeczywistości jest lepsze niż życie dzisiaj. I nie wierzę, że są do tego stopnia leniwi, że wolą jeść wosk ze smarem i słodzikiem, byle tylko obijać się w pracy, nigdzie się nie spieszyć i mieć zapewnioną opiekę państwa, która była jedną wielką fikcją i absurdem.

Nagle wszyscy pamiętają, że państwo rozdawało tanie mieszkania. Tylko każdy zapomniał, że trzeba było na nie czekać 20 lat. To, ile się czekało na głupi telefon też nie pamiętają.

Albo to skleroza albo to głupota. Obie rzeczy w skali dla mnie zupełnie niewiarygodnej.

Przy tym poziomie postepowania głupoty internautów czekam już tylko, kiedy zaczną chwalić życie w obozach koncentracyjnych Hitlera.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sklepik

Wejdź do sklepiku i kup sobie coś fajnego do czytania! A jak już masz to kup drugie. Na prezent.

Dlaczego wierzę w Boga 30

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.