Martin Lechowicz

Niezwyciężeni

Wiem, że znowu zbieram sobie na reputacje polonofoba, ale mentalność tego narodu naprawdę działa mi na nerwy.

Wczoraj reprezentacja Polski w piłce nożnej zremisowała z reprezentacją Rosji 1:1.

Mecz był emocjonujący z tego głównie powodu, że grali ONI z NAMI. Więc człowiek się identyfikował i głupio podniecał. A mecz sam z siebie był taki sobie.

Rosja pokonała poprzednio Czechy 4:1. Z kolei Czechy pokonały Grecję 2:1. Skoro więc Grecja zremisowała z Polską, jest słabsza niż Czechy. A Czechy słabsze niż Rosja. Więc z prostej logiki wynika, że Polska powinna przerżnąć haniebnie jakieś 6:2.

Ale nie przerżnęła, co jest na plus dla piłki nożnej jako sportu nieprzewidywalnego.

Po meczu komentatorzy w studiu zaczęli tak wielbić drużynę, że zacząłem się zastanawiać czy ja ten sam mecz oglądałem. Czy oni mają naprawdę tak niskie standardy? No przecież obie drużyny grały raczej do dupy. Ruscy nie potrafili akcji zakończyć a Polacy tracili piłki zaraz po odzyskaniu. Przy szansie na kontr-atak staropolskim zwyczajem jeden zrywał się do lotu, a reszta sobie odpuszczała, bo po co się męczyć, jak i tak zaraz trzeba będzie wracać. Skutkiem czego dzielny bohater dobiegał do końca boiska, gdzie uzmysławiał sobie, że nie ma teraz do kogo podać i wtedy coś mu się tam gdzieś przypominało, że piłka nożna to gra zespołowa.

W końcu Błaszczykowski pomyślał: "pierdolę, sam się będę bawił" i bohatersko strzelił gola, pięknego, nawiasem mówiąc, i stąd mamy remis. I dobrze, że strzelił sam, bo gra zespołowa to widocznie nie dla tej drużyny.

Polska reprezentacja składa się zwykle trzech osób: bohaterskiego bramkarza, bohaterskiego napastnika i Jana Pawła II. Ten ostatni jest szczególnie ważny, bo bez niego trzeba by liczyć na siebie, a nie na szczęście i błędy przeciwnika.

Cieszyć się - rozumiem. Ale skąd te zachwyty? To był remis, a nie pogrom mocarza. A mecz nie był "piękny", tylko zadowalający. Co najwyżej.

Selekcjoner Smuda w rozmowie po meczu zdenerwował się na dziennikarza, który raczył był wyjść z roli statywu na mikrofon i rzucił pytanie analityczne, a nie pochwalne.

- A dlaczego pan od razu zaczyna od krytyki? - zirytował się trener. Po czym wyraził opinię, że zadaniem jego drużyny było nie przegrać. No to nie przegrali! Mission accomplished.

Gdybym to ja był tym dziennikarzem, to bym wyjaśnił dlaczego. Dlatego, panie Smuda, że siedzi pan tutaj za nasze pieniądze, na stadionie, za który my zapłaciliśmy i trzyma w ręce mikrofon publicznej telewizji, i to nas pan reprezentuje, i to przed nami będzie się pan, do cholery, rozliczać!

Ludzie, co się stało nam z głowami, że przez tyle lat nie możemy wydostać się z niewolniczej mentalności PRL-u? Że nawet dziennikarze zachowują się jak petenci, co idą po prośbie do dłubiącej w nosie wszechwładnej kierowniczki sklepu mięsnego, która w każdym momencie może wywiesić napis "przerwa do odwołania"?

Dziennikarz ma reprezentować widzów, podatników, obywateli! A nie dbać o dobre sapomoczucie faceta, który został wybrany do zarządzania tym, co tak naprawdę jest nasze.

Dziś widzę, że wszyscy zachwyceni tym, że Polska nie przegrała. No to fajnie, właściwie. Po co psuć sobie humor?

Hymn z resztą też mamy adekwatny: "jeszcze Polska nie zginęła". Słusznie, jeszcze nie. Jakbyśmy mieli w hymnie "dzisiaj Polska zwycięży", to by może nie wypadało skakać z radości, że nam tym razem dla odmiany nikt dupy nie zerżnął. A tak, to proszę bardzo!

Polacy - oto dumny naród, który nie chce wygrywać.

Jemu wystarczy, że nie przegra.

Jeszcze.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Lem Mrożek Listy - książka 16

W piątek poszedłem do hipermarketu po makaron i piwo. Święta się zbliżały, więc z głośników leciała piosenka o tym, że jedna pani lubi białe Boże Narodzenie, a inny pan wraca na Boże Narodzenie do domu. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, belsy dżinglały donośnie. Najt się sajlentowała i czuć było w powietrzu Santa Klausem.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.