Martin Lechowicz

Nikodem Dyzma umarza długi

Dotarło do mnie, że wiele osób nie przejmuje się problemem długu. Rozumują tak: dlaczego po prostu nie umorzyć tych długów? Przecież jako kraj pożyczamy właściwie sami od siebie. Więc teoretycznie jesteśmy winni sami sobie. No to po prostu skasujmy ten dług i po problemie!

Wspaniałe rozumowanie. Cudownie proste. Dyzma byłby dumny.

Problem z tym tokiem myślenia polega na tym, że jest tak totalnie uproszczone, że nie ma sensu. Bo w kwestiach finansowych nie istnieje coś takiego jak "my".

Komu tak naprawdę winne jest państwo polskie? Komu płaci odsetki? Komu obiecało, że odda? Mnie? Tobie? Nam? No chyba nie.

Otóż temu, kto kupił obligacje.

A obligacje kupują na przykład banki. Albo na przykład ZUS. Albo PPDGP (Państwowe Przedsiębiorstwo Dawania Godnej Pracy), zatrudniające 5000 ludzi z orzeczoną niezdolnością do pracy z powodu genetycznego lenistwa. A nie żadne "my".

Co by się więc stało, gdyby dług państwa tak po prostu przekreślić grubą kreską?

Zmienią się zapisy księgowe. Nic strasznego, nie? To przecież tylko papier.

Czyli, że co? No, że ktoś gdzieś w Ministerstwie Finansów po stronie "Winien" skreśli sobie bardzo dużą sumę i będzie mógł ogłosić w telewizji, że od dzisiaj nie jest zadłużony.

I tutaj rozumowanie optymisty się kończy. A niesłusznie. Bo to dopiero początek.

Bo przecież Bank, ZUS i PPDGP też mają zapisy księgowe. I oni też sobie muszą coś skreślić. Z tym, że niestety po stronie "Ma".

I w tym cały problem.

Odwieczna zasada księgowości: jak jeden jest mniej Winien to drugi mniej Ma.

Bank odkryje, że miał, ale już nie ma, dlatego nie może wysłać pieniędzy do bankomatu. A bankomat, jak będziesz chciał wypłacić stówę, żeby kupić wódkę z kiełbasą, napisze ci komunikat: "konto chwilowo niedostępne".

ZUS odkryje, że miał na wypłaty dla twojej babci, ale już nie ma. W związku z tym babcia nie co czekać na emeryturę.

A PPDGP zwolni 4000 pracowników, bo zapis księgowy mówi, że nie ma z czego im zapłacić. Dlaczego tylko 4000? Bo reszta to, oczywiście, dyrektorzy.

Więc generalnie tak, można po prostu umorzyć dług. Bo to tylko zapis księgowy. I nic się takiego nie stanie.

Poza tym, oczywiście, że nie będziesz mógł wypłacić pieniędzy z banku, będziesz musiał utrzymywać babcię i stracisz pracę.

Więc pamiętaj: dług jednego jest majątkiem kogoś innego.

I póki ten dług istnieje, jeden nie ma nic, ale przynajmniej ten drugi coś ma. I ten drugi może zatrudniać, rozdawać, pożyczać. Wszyscy na tym korzystamy.

Ale kiedy nastąpi reset długu, obaj nic nie będą mieć. I nie będzie miał kto zatrudniać, rozdawać, pożyczać. Wszyscy zaczynają od zera.

Więc nie, to nie jest mały problem. I niestety Dyzma nie znajdzie tutaj magicznie prostego rozwiązania. Bo to nie kwestia polityki. To kwestia matematyki.

Więc fajnie by było, gdybyś do k***y nędzy, przestał wreszcie głosować na Dyzmę.

Dziękuję za uwagę.

--

Sponsorem bloga jest dalej Dam Koszty.com. I fajnie.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sklepik

Wejdź do sklepiku i kup sobie coś fajnego do czytania! A jak już masz to kup drugie. Na prezent.

Nadchodzi kataklizm 20

Zostawmy na chwilę problem bezsensownego wezwania na policję, bo stało się coś naprawdę ważnego. Coś ważnego, co dotyczy każdego z nas.

Nie chodzi tu o kwestię głosowania w sprawie aborcji, co jest informacją dnia na Interii, ani szkodliwości GMO, o czym mówi Wirtualna Polska.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.