Martin Lechowicz

Nudzi ci się w pracy?

Czy nudziło ci się kiedyś w pracy?

Miałem różne zajęcia w życiu. Od etatu w państwowej instytucji, do dyrektora w Wielkiej Brytanii. Na czarno, na szaro, na biało i na zielono.

Ludzie, mam wrażenie, uważają, że praca, w której ci się nudzi, to dobra praca. Pijesz sobie kawkę, robisz herbatkę, łazisz po internecie, gadasz przez telefon z koleżanką. Świetna praca!

Nie dla mnie. Dla mnie taka praca to miejsce, z którego chcę jak najszybciej uciec.

Bo:

  1. Marnuję czas. Wiem o tym, że go marnuję, przecież się nudzę. Płacą mi za to. Ale co z tego? Jeżeli mi płacą za to, że marnuję życie to życie nie jest przez to mniej zmarnowane. Ile mógłbym zrobić w tym czasie, w którym się nudzę!
  2. Nie rozwijam się. Gorzej: cofam się w rozwoju! Nudna praca daje poczucie bezpieczeństwa, które jest iluzją. Nie ma czegoś takiego jak "gwarancja pracy". A przyjemny letarg sprawia, że już mi się nie chce uczyć, ćwiczyć, walczyć i dostosowywać.
  3. To nieuczciwe. Umowa pracy to umowa zamiany. Ja zamieniam pracę wartą więcej na pieniądze warte mniej. Dlaczego praca zawsze musi być warta więcej niż zapłata za pracę? Bo inaczej działalność przedsięwzięcia by była nieopłacalna, bo koszt byłby większy niż zyski. Ale wymiana jest uczciwa, bo zamienia się tutaj rzecz mniej płynną (praca) na bardziej płynną (pieniądze), a płynność też ma swoją wartość. Jeżeli więc ja się obijam i widzę, że moja praca jest znacznie mniej warta niż pieniądze, to wymiana jest nieuczciwa i gdzieś w systemie musi być ofiara. Ktoś, kto traci na wymianie. Bo w uczciwej sytuacji rynkowej, każdy zyskuje. Wiedząc to, mam duży dyskomfort, bo wiem, że jestem tu swego rodzaju pijawką, że jest gdzieś ktoś, kto przeze mnie traci.
  4. Jestem bezwartościowy. Moja wartość nie wynika z tego, że ktoś mi płaci (wszystko jedno za co). Takie rozumowanie zdradza mentalność pasożyta. Moja wartość wynika z tego, ile fajnych, pożytecznych rzeczy robię dla innych. Więc praca, w której się nudzę, która mnie nie wciąga, nie satysfakcjonuje zwykle nie jest szczególnie pożyteczna dla innych. Owszem, zdarza się praca nudna, jednostajna, ale bardzo potrzebna. Ale w takiej pracy nikt nie mówi, że mu się nudzi, więc siedzi i tylko kawę piję.
  5. Jestem tchórzem. Bo wiem, że mam nudną pracę, ale nie stać mnie na to, żeby zaryzykować i poszukać innego zajęcia.

Najnudniej mi było w mojej pierwszej pracy w państwowej firmie. Byłem tam informatykiem. Przez pierwsze dwa tygodnie pracowałem aż furczało. W trzecim się okazało, że za dobrze mi poszło i nie mam nic więcej do roboty. Wszystko podłączone, skonfigurowane i działa. Więc co rano chodziłem do serwerowni i spałem. Dosłownie spałem w pracy. Nic nie było do roboty.

Za to ludzie mili. Taka praca.

Całkiem długo wytrzymałem, bo to moja pierwsza "prawdziwa" praca w życiu. Ale ileż można? Ja chcę pracować, a nie mieć posadę.

Każda praca, w której zaczynałem się nudzić, nieuchronnie stawała się byłą pracą.

Dla mnie najgorszy efekt nudzenia się w pracy to zanik umiejętności trzeźwej oceny tego co robię. Standardy mi się straszliwie obniżają. Pracuję trzy razy wolniej niż normalnie, a wcale nie czuję, że jestem wolny jak ślimak. Efekt płacenia za pracę, w której się nudzę. Człowiek jest żałosny, a myśli, że jest wspaniały. Straszne.

Ale na szczęście łatwo się wyleczyć. Kopa w tyłek i na rynek pracy. Tam się szybko nabiera trzeźwości.

Milczę więc kulturalnie, kiedy ktoś mi się chwali, jaką ma świetną pracę. "Nic nie robię a mi płacą, super, nie?"

W moich uszach to brzmi tak, jakby ktoś powiedział "okradłem supermarket". Czym się tu chwalić?

Właśnie gość się przyznał, że spędza swoje cenne życie nic nie robiąc. I co? I czeka na pochwały. Myśli, że co mu powiem? "Spryciarzu"?

No mógłbym ewentualnie powiedzieć: "niedołęgo", jak ktoś nalega.

Albo: "stary, ale masz fajnie, żyjesz tak, jakbyś w ogóle nie żył! Jak umrzesz, to nawet nikt nie zauważy. Też bym tak chciał!"

I co takiemu na nagrobku napisać? "Pracownik nieodżałowany, pił kawę cysternami". Albo: "Całe życie siedział, teraz leży".

Ale nic nie mówię. Każdy ma własne ideały.

Będzie kiedyś taki sędzia, przed którym się przyjdzie wytłumaczyć. Ale ja tym sędzią nie jestem.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.