Martin Lechowicz

Polska ślepota

Jestem wkurzony.

Polska reprezentacja przegrała ostatni mecz w grupie i standardowo wyleciała z turnieju.

Patrząc na gołe fakty, Polska nie wygrała żadnego meczu grając u siebie. I była ostatnia. W najsłabszej grupie. W której znalazła się tylko dlatego, że gospodarz nie musi przechodzić fazy eliminacji.

Ale nie tyle jestem wkurzony tym, że mierność kolejny raz przegrała. I nawet nie tym, że szczerze liczyłem na przyszły mecz z Niemcami, bo tam różnica poziomów obu drużyn byłaby tak drastyczna, że nie dałoby się już pokryć zatynkować ewidentnych problemów optymizmem. I chciałem to wszystko ująć w piosence - a tak, to dupa. Mogę ewentualnie ująć jak to jest być kurami, które nawzajem sobie śpiewają "I believe I can fly".

Swoją drogą fajny to by był teledysk. Takie kury. Śpiewające. Najlepiej biało-czerwone.

Ja najbardziej wkurzony jestem tym, jak do tego wszystkiego podchodzą tutejsi.

Bo czy ktoś-tam przegra czy wygra w kopaniu piłki, to mnie właściwie mało obchodzi. W końcu to nie ja grałem. Ani ty. Wbrew nadużywanemu ciągle w telewizji zaimkowi "my". Ale problemy z mentalnością Polaków, sposobem myślenia, mnie już interesują, bo to zostaje i trwa. I wpływa na całe nasze życie w tej wiecznie zapatrzonej w siebie Polsce.

Kiedy wszyscy wynosili pod niebiosa fantastyczną grę Polaków w meczu Polska-Rosja, tak jakby wynik był 3:0, a nie 1:1, mówiłem, że nie ma co aż tak chwalić miernoty, która raz zagrała przyzwoicie.

Tak, to leży w polskiej naturze, żeby chwalebnie remisować z przeważającymi siłami wroga. Ale nie sprawia, że banda desperatów dzięki samej desperacji stanie się zorganizowaną armią.

Ciekawe co dzisiaj powie Zbigniew Boniek, który po meczu z Rosją dostał napadu megalomanii i powiedział: "Lewandowski gołymi rękami walczył z czterema rottweilerami a reszta drużyny była jak lwy"? Niech zgadnę. Pewnie powie, że trener i zawodnicy dali z siebie wszystko, ale brakło szczęścia. I że im dziękujemy.

Ja bym im też podziękował. Za współpracę. I wywalił na zbity pysk każdego, kto powie, że dał z siebie wszystko.

Bo jeżeli człowiek, który niczego nie potrafi wygrać i na koniec zajmuje ostatnie miejsce uważa, że to wszystko co mógł zrobić, to znaczy, że nic z niego już nie będzie. Pozostaje tylko się go pozbyć i na jego miejsce wziąć takiego, który stwierdzi: "wiem, że mogłem dać z siebie więcej".

Bo wtedy wiem, że coś z niego jeszcze może być.

Nie zgadzam się z komentarzem Jerzego pod ostatnim moim wpisem: "Martin - pracujesz na miano właściciela wiecznie pustej połowy szklanki".

Połowy? Co najmniej 80%!

Tak, ja mówię, że szklanka jest prawie pusta. A inni cieszyli się w tym czasie, że się z niej przelewa!

I kto miał rację? Chcecie dziś też skomentować, że fajną drużynę mamy? Zapraszam.

Czy istnieje drugi naród tak ślepy i głupi, tak niedorzecznie w sobie zakochany, tak lojalny wobec każdej miernoty i tak prześladujący każdego, kto jest ponadprzeciętny?

Trener Smuda, wzorowy syn narodu, który wprost mówi, że jego założeniem taktycznym jest nie przegrać! Przecież każdy, kto tak mówi, skazuje się z miejsca na to, że nie wygra! Tam, gdzie jest konkurencja, albo się przychodzi wygrać albo wcale!

Remis to tylko mniej bolesna wersja porażki.

Ten niedorzeczny polski optymizm, to beztroskie "jakoś to będzie", to durne przeświadczenie o tym, że zapał i gorący doping zastąpią pracowitość, pokorę systematycznej pracy i mądrość, ta duma z bycia biało-czerwonym a nie z bycia w czymś po prostu dobrym... czy po tylu latach, po wiekach całych uczenia się na własnej spuchniętej dupie, co jest na końcu tej drogi, nie można by się w końcu tego nauczyć i przestać?

Ostatnie miejsce w grupie, zero wygranych meczów grając u siebie, na imprezie za 10 tysięcy złotych od łebka - taki jest wynik całości. A przecież w grupie nie było Niemców, Hiszpanii ani Francji. Tytonia nie atakowali Pele ani Maradona. I co, dalej mi będziecie pisać w komentarzach, że jestem pesymistą, że narzekam niepotrzebnie zamiast się cieszyć, że nas w końcu dobra drużyna reprezentuje, co to walczy jak lwy z czterema rottweilerlami (którzy nawiasem mówiąc też odpadli)?

Stąd się właśnie biorą bankruci, którzy zakładają swoje firmy z głęboką wiarą, że jak podejdą do tego optymistycznie, to wszyscy postanowią kupować właśnie u nich.

To nie jest zła wola - to choroba. Polska ślepota.

Objawia się bredzeniem przy każdej porażce: "nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało" w ramach jakiejś idiotycznej lojalności wobec "naszych".

A owszem, stało się!

Skoro się pisze, że trener bardzo dobry, że zawodnicy walczą jak lwy, że są znakomicie przygotowani - to dlaczego niczego nie wygrali? Dlaczego są ostatni w najsłabszej grupie? Brakło szczęścia? A dlaczego tylko Polakom brakuje go za każdym razem, od 25 lat na każdej większej imprezie piłkarskiej, a nie brakuje go jakoś takim Niemcom? Co, spisek? Pogoda? Plamy na słońcu?

Ja mam taką teorię: że Niemcy nie liczą na szczęście, bo są przygotowani. Nie pieszczą się fanfarami, tylko pracują. Nie podniecają się hymnami, tylko się organizują. A ich komentatorzy telewizyjni nie odwołują się głupkowato do opatrzności, żeby im pomogła, w ostatnich minutach meczu, który jest Meczem Ostatniej Szansy tylko dlatego, że genialny trener, najlepszy ponoć od lat, założył sobie wesoło, żeby w poprzednich meczach nie przegrać!

Porażka to naprawdę nie jest zło, które nas spotkało, żebyśmy mogli nieść na sobie cierpienie jako Mesjasz Narodów. Porażka to wypłata za to jak się pracowało każdego dnia.

Ale przede wszystkim porażka to informacja zwrotna. Mądremu człowiekowi powie, że to co robił do tej pory daje złe wyniki.

Że coś jest do wymiany.

W tym wypadku do wymiany jest każdy, kto mówi, że dał z siebie wszystko.

I każdy, kto nie gra po to, żeby wygrać, tylko żeby nie przegrać.

I wszyscy komentatorzy, którzy mówią, że nic się nie stało.

Bo nic się tutaj nie zmieni, dopóki będziemy życzliwi i wyrozumiali dla mierności, a zawistni dla tych, którzy są dobrzy i skuteczni. Póki będziemy zbyt tchórzliwi, że skonfrontować się z prawdą, i mówić ją głośno wprost, zamiast udawać, że nic się nie stało albo szukać winy w deszczu, szczęściu, opatrzności i ruskich.

Ten trener jest do dupy i natychmiast go wywalić.

Tak samo jak połowę działaczy PZPN-u i większość komentatorów w telewizji.

Jak powiada Cejrowski - wszyscy won.

I życzliwie proszę, żeby nauczyć się myśleć i postępować od tych, którym się udaje to co robią. A nie od przodków, którzy zostawili potomności w spadku dumną pamięć o kolejnych przegranych po kolejnych rozpaczliwych wojnach.

A w dupie mam o co walczyli! Dziś jest mój dzień. I ja chcę w końcu wygrywać!

I szlag mnie trafia, że znowu mam rację i znowu nikt mnie nie słucha.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najlepszy e-book w Polsce!

Z czterech książek, które wydałem, ta jest moja ulubiona - Martin Lechowicz.

Wojtyła nie stał w kolejkach 17

Tyle rzeczy się dzieje na świecie! Osamę bin Ladena znaleźli. Kolejny raz. I zabili nawet. Kolejny raz.

A ja stoję w kolejce.

Cała medialna Polska wrze, huczy, burczy i kipi, albowiem najpopularniejszy człowiek w historii wszechświata, trzy razy bardziej zasłużony niż Bolesław Chrobry i piętnaście razy bardziej święty niż Jezus Chrystus, Karol Wojtyła Wielki doczekał się beatyfikacji...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.