Martin Lechowicz

Rozwój osobisty i Metoda Martina

Wziąłem se dziś rower i pojechałem w dal.

Sęk w tym, co aktualnie mam, nielekko się jeździ. Waży toto 24kg i jedzie się twardo i opornie. Wyliczyłem więc, że starczy mi sił na jakieś 30 kilometrów. Dobre i to.

Ale, że byłem niedawno chory i w zimie niewiele jeździłem, rozsądek kazał mi zrobić 20.

Przejechałem 60.

Teraz boli mnie kolano i gryzą płuca. Wywiało mi mózg, wypadła śledziona i dostałem z wysiłku sraczki. Ale jestem absolutnie szczęśliwy.

A ostatnio modny jest rozwój osobisty.

Rozwój osobisty to fantastyczny sposób na zarabianie pieniędzy na sprzedawaniu ludziom nadziei. Że będą mądrzejsi, że będą piękniejsi, że wszystko im się uda, że ich żony schudną i będą im robić nawet to, czego nie chcą kochanki.

Nakręcanie ludzi na to, że wszystko będzie dobrze, jest proste. Trzeba mu opowiadać w przekonujący sposób, że jest fajny i może osiągnąć wszystko co chce. Jedyne co musi w tym celu zrobić to uwierzyć.

Rozwój osobisty cieszy się wielkim powodzeniem, bo ludzie bardzo lubią słyszeć, że są fajni i wszystko mogą. Bez pracy. Bez wysiłku. Bez kosztów, bólu i poświeceń. Chyba, że pracą, wysiłkiem i bólem nazwiemy ustawiczne wmawianie sobie rozmaitych rzeczy. Z reguły bardzo przyjemnych.

Ja z kolei jestem gorącym zwolennikiem tak zwanej Metody Martina.

Żeby MM była poważnie traktowana w świecie Rozwoju Osobistego powinienem napisać o tym książkę. Bez książki (która już w momencie wydruku koniecznie jest bestsellerem) metoda się nie liczy. Ale raz, że napisałem już cztery i mi się nie chce, a dwa, że całą metodę można sprowadzić do jednego słowa:

Zapierdalaj.

Można też użyć innego, ale to, mimo że brutalne, świetnie oddaje istotę rzeczy. Bo tam, gdzie Metoda Martina wysyła, tam kwiatki nie rosną. Tam się wstaje rano, sieje, orze, plewi, nawozi. Długo czeka. Praca jest stylem życia. A wyniki są dopiero na końcu.

I dlatego zamiast sobie wmawiać "Martin, potrafisz, dasz radę, bo jesteś mądry, dobry i śliczny" biorę najgorszy rower w okolicy 5 kilometrów i jadę tak daleko aż nie mam więcej siły.

A potem jadę tą samą drogą z powrotem.

Metoda Martina.
Po prostu.
Zapierdalaj.

Martin Lechowicz, coach, baron, twórca MM, zapierdalacz

PS. A jak chcesz koniecznie kupić moją książkę to sobie wybierz coś w sklepiku (sklepik.MartinLechowicz.com

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Mój przyjaciel prąd 21

Dawno dawno temu gdzieś daleko w internecie usłyszałem coś o rowerach elektrycznych.

Wydawało mi się to głupie. Rower co waży 50kg, jeździ 20km/h i kosztuje tyle co chiński motorek?

Zapomniałem na parę lat o sprawie, aż do czerwca, kiedy to odkryłem, że nie mogę już więcej jeździć motorkiem. Bo trzęsie, skacze i wibruje i mój biedny żołądek po przejściach krzyczy: "rany boskie, przestań, już nie mogę"...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.