Martin Lechowicz

Ser babuni

Zobaczyłem w sklepie ser. Na serze był napis: "ser babuni". Mój umysł natychmiast zareagował skojarzeniami: stara, kochana babunia, bambosze, kuchnia, uśmiech, wypieki, moher. Oczami wyobraźni zobaczyłem, jak dobrotliwa staruszka starymi, spracowanymi rękami w drewnianej kierzance ubija cierpliwie masło na ser, ten sam ser, który teraz leży przede mną w sklepie, pełen babcinego ciepła niczym prezent pod choinką.

Jaka szkoda, że nie jestem idiotą. Mógłbym wtedy rozanielony tymi skojarzeniach uronić łzę wzruszenia i wsadziwszy opakowanie do koszyka udać się do kasy, w której nawet znudzona morda kasjera powtarzającego jak robot "dziękuję i zapraszam ponownie" nie przeszkodziłaby mi widzieć w produkcie za 3.89zł czystą, nieskalaną miłość babci przerobioną specjalnie dla mnie na nabiał.

Ach, czemu nie jest jestem kretynem, wychowanym przez reklamy na pozbawionego wyobraźni konsumenta? Dlaczegóż Pan mnie pokazał rozumem, który przypomina mi z bezwzględnością, że ser pochodzi z chatki babuni na skraju ekologicznej nieskalanej wsi, tylko z fabryki Spółdzielcza Mleczarnia Spomlek w Radzyniu Podlaskim? Dlaczego nie jest mi dane nigdy zapomnieć, że żaden z pracowników nie wie co to jest kierzanka, a część nie widziała na oczy krowy?

Dlaczego inteligencja powyżej poziomu debila zmusza mnie do przełknięcia faktu, że babunia w rzeczywistości jest zapewne udziałowcem spółki na Cyprze, do której należy polska spółdzielnia, a jej mąż dziadunio zasiada w radzie nadzorczej owej spółki? Że można się śmiało założyć, że babunia nie tylko nigdy nie była na wsi, ale nawet we własnej fabryce, a jedyne ciepło jakie potrafi wygenerować pochodzi z klimatyzacji w swoim starym, dobrym Audi A8.

Przyzwyczailiśmy się do kłamstwa. Widzimy je, słyszymy, ale wzruszamy ramionami: "no to co?" To co, że "ser babuni" żadnej babuni na oczy nie widział? Że margaryna jest tak projektowana, żeby udawała, że jest masłem? Co nam to szkodzi, że "śmietana szefa kuchni" nie ma nic wspólnego z kuchnią?

Jeżeli ktoś przyzwyczaił się do smrodu i już go nie czuje, to tylko pozazdrościć. Błogosławieni, którzy mają zamknięte oczy, albowiem oni mieć będą święty spokój.

Ja czuję. Nie czułbym może, gdybym żył w smrodzie cały czas. Ale nie mam telewizora, nie pracuję w korporacji, nie farbuję włosów, nie chodzę do kościoła. Ubieram się w co chcę. Nie muszę udawać przed nikim nikogo kim nie jestem. Dlatego, kiedy wyjdę do sklepu, czuję jak śmierdzi kłamstwem.

Nie przyzwyczaiłem się. Nie chcę.

Bo ktoś kiedyś powiedział: "nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu". I ja wierzę, że nie powiedział tego bez powodu.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Do braci analfabetów 13

Dla wtórnych analfabetów (którzy dawno temu powinni przestać mnie czytać) zbiorczy komentarz do poprzedniego tekstu.

Nie rozumiem w ogóle po co mnie tacy ludzie subskrybują, skoro mają tak niską poprzeczkę myślową. Ale jeżeli tu jesteście (mam nadzieję, że już niedługo) postaram się coś wam rzec wprost, krótkimi zdaniami, i bez figur retorycznych...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.