Martin Lechowicz

Szanowny Panie

Chciałem się pochwalić: ktoś mnie właśnie zaprosił na wycieczkę po prestiżowym klubie biznesowym na dachu wieżowca w centrum Warszawy.

Nie wiem z kim mnie pomylił ten ktoś i czy w ogóle zadał sobie trud, żeby sprawdzić do kogo pisze. Pewnie nie, bo gdyby sprawdził to by wiedział, żeby nie pisać "szanowny panie", a po drugie, że na mnie nie warto wydawać. Bo nic ni mom. Ani domu, ani samochodu ani mieszkania na wynajem. Mam tylko rower. Elektryczny.

Pewnie dlatego mnie zaproszono, że jestem dyrektorem brytyjskiej spółki. Robi wrażenie, nie?

Mniejsze robi fakt, że roczny zysk tej korporacji wynosi mniej niż sto funtów. Wiem, bo sam robię księgowość. I audyty. I doroczne jednoosobowe zebrania udziałowców. I notatki z tych zebrań. Kiedyś były dwuoosobowe, ale druga osoba założyła drugą spółkę. Dodam, że nie mniej udaną.

Aczkolwiek wątpię, że ma aż tak fajną pieczątkę jak ja.

Chciałem więc wykorzystać tą okazję, żeby przypomnieć wszystkim potencjalnym zainteresowanym kontaktami biznesowymi, że każdy kto do mnie pisze zaczynając od "szanowny panie" może liczyć na odpowiedź.

Ironiczną.

Wyłącznie.

A co do kontaktów biznesowych, propozycji pracy lub współpracy - nie mam nic przeciwko temu. Sam się dziwię, że po tylu latach kierowania grupami i szefowania projektom, tak rzadko ktoś się zgłasza. Widać w Polsce jest nadmiar dobrych pracowników średniego szczebla.

Ale jeżeli ktoś uważa, że uprawianie biznesu musi wiązać się z byciem sztywnym, nadętym, przewrażliwionym na własnym punkcie biurokratą, to ja z nim nic wspólnego mieć nie chcę.

Choćby mi oferował nie tylko wędrówkę po dachu drapacza chmur, ale oprowadzanie po samym niebie.

Najpierw być człowiekiem, dopiero potem biznesmenem.

Tak chcę żyć. Nie odwrotnie.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.