Martin Lechowicz

Szanowny Panie Kazimierzu!

Żaden jeszcze artysta tak mnie nie rozczarował jak Kazik.

Kazik... właściwie Kazik to on był kiedyś, teraz to jest Szanowny Pan Kazimierz. Ewentualnie obywatel Kazimierz Staszewski.

Dla tych, co jeszcze nie wiedzą, pan Kaźmirz ostatnio pozywa na prawo i lewo wszystko co się rusza. Głośno się o tym zrobiło, kiedy zagroził sądem jednemu blogerowi za użycie cytatu z jego piosenki. Mowa o tym buntowniczym, niezależnym, kontestującym Kaziku, co to Babilonowi się nie kłaniał.

Obrzydliwe.

Ale parę dni temu zrobił coś nie tylko obrzydliwego, ale niezrozumiale głupiego, z czego wnoszę, że albo jest wiecznie pijany i nie wie co robi, albo stracił kontakt z rzeczywistością, albo owładnęła nim demencja starcza. Albo jeszcze coś innego, co mi do głowy nie przychodzi. Wytoczył bowiem działa przeciwko twórcy najpopularniejszej w internecie strony o Kaziku, mianowicie www.staszewski.art.pl. Rozkazał wywalić reklamy. A jak nie - to do sądu! Nie będzie sobie twórca strony robił z nią co chce! A jak!

Nie wiem jak musiałbym mieć nasrane w głowie, żeby człowiekowi, który za darmo odwala przez cała lata dobrą robotę, która przynosi mi same korzyści, zamiast podziękować za parę lat pracy, to wysyłać żądania i grozić sądem.

Nie wiem co mnie bardziej wgięło w fotel - sukinsyństwo nasyłania prawników na ludzi, którzy nam wyświadczyli dużo dobrego, a nic złego, czy też bezmyślna głupota stojąca za takim postępowaniem.

Nic dziwnego, że sprawa wybuchła i smród się rozszedł po internecie, że oto Kazik pozywa swoich fanów - a im więcej dla niego zrobili, tym chętniej. Może intencje takie nie były, ale liczą się czyny - nie intencje.

To nie koniec jeszcze.

Teraz Kazik pojawił się na forum Kultu.

Ustawił sobie w podpisie zdjęcie z gościem ukrzyżowanym kapslami od Coca-Coli (który obrazuje komercję krzyżującą człowieczeństwo) i opowiada, że on nie dopuści, żeby jego nazwisko pojawiało się tam, gdzie są babilońskie reklamy. I że to stąd to wszystko.

Dlaczego jego prawnik nie pozwał jeszcze wszystkich gazet i serwisów internetowych, dla których udzialał wywiadu, obwieszonych reklamami klubów, w których grał oraz Żywca, który sponsorował jego trasę Kultu i Heya w 2006 roku - Bóg jeden raczy wiedzieć. Zdaje się, że Kazik walczy z komercją do upadłego, tyle, że wybiórczo.

Jeżeli tak bardzo nie lubi reklam, to było dużo lepsze rozwiązanie: dać twórcy strony parę groszy zamiast wymagać, żeby pracował dalej za darmo i jeszcze zabraniać umieszczania reklam. Takie małe "dziękuję", za naprawdę dużą reklamę w internecie. Nie, pan Kazimierz wolał zapłacić prawnikowi.

Kazik stwierdził też, że internetu nie lubi i się na nim nie zna. I nie wie co to Facebook.

A w ogóle to przede wszystkim Kazik się zdenerwował. Dokładnie tym, że inna zaangażowana w sprawę osoba, Karolcia niejaka, odkąd 2 dni temu rozpierducha się zaczęła, dostała 400 maili, w których nadawcy nazywają ją... no, nie wymienię. Bardzo brzydkimi określeniami. Dlaczego akurat ją? A bo jest to kobieta, która z kolei poprosiła nieśmiało administratora strony Pana Kazimierza na Facebooku, żeby dać jej pełny dostęp. Bo ona tam chce pisać. A jak nie, to - z wielką przykrością i żalem - przyjdzie do Państwa nasz prawnik.

I Kazik jest teraz oburzony, że tak do niej piszą.

Ma prawo.

Tak samo jak ma prawo do ochrony wizerunku, do nazwy, marki, danych osobowych, do ochrony korespondencji i do pięciu milionów innych rzeczy.

Z kolei pół miliona innych osób ma prawo uważać w głębi ducha Pana Kazimierza, który nie wie co to Facebook, ale wie co to prawnik, za narcystycznego, egocentrycznego pieniacza który umysłem dalej tkwi w PRL-u i zachowuje się jak kompletny fiut, bo mu widocznie mózg z przepicia zmurszał do reszty.

Nie rozumiem jak można tego nie rozumieć: skoro się bawimy w "bo ja mam prawo", to trzeba zaakceptować konsekwencje. Bo inni też mają prawo.

Trzeba wiedzieć kiedy lepiej nie korzystać ze swoich praw. Po to, żeby inni nie skorzystali ze swoich.

Mógłbym to komentować jeszcze długo, ale nie będę, bo po prostu w pale mi się to nie mieści. Ktoś kto mógł zostać legendą, rozmienił się na drobne sprowadzając się do roli starego, zawistnego, małostkowego człowieka, który o byle co straszy sądem, zamiast się dogadać. Który woli zapłacić prawnikowi za wymuszenia, niż zapłacić człowiekowi, który go podziwiał i przez lata swoją pracą przynosił mu korzyść. Który ma podwójną moralność sam biorąc pieniądze z zysków z reklam, ale innym tego samego zabraniając, bo to niemoralne, według jakiejś pokręconej, niepojętej dla mnie filozofii. Człowieka, który pisał inteligentne i odważne teksty, a zachowuje się - i pod względem społecznym, i intelektualnym jak dziecko. Nie zdziwię się, jak zacznie pisać donosy na sąsiadów, że źle zaparkowali samochód. Albo pozywać wszystkich, którzy nadają dzieciom imię "Kazimierz", że naruszają jego prawa.

Zostawiam więc tylko link do świeżo powstałej strony, która w dużym stopniu podsumowuje moje odczucia w tym temacie. Zwłaszcza w nazwie:

KazikNoszKurwa.pl

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Kelthuz skazany 64

Tydzień temu sąd w Kielcach uznał Kelthuza za winnego szerzenia nieprzyjemnych rzeczy po świecie. I skazał na roboty. Społeczne.

Dla niektórych okazja żeby pomóc innym to nagroda, nie kara, ale to tylko dla ludzi o wielkich sercach. W tym wypadku to zdecydowanie kara. Dotkliwa.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.