Martin Lechowicz

Top 10%

Internet istnieje po to, żeśmy mieli dobre samopoczucie.

Z 10-ciu zdjęć do publikacji na Faceboku wybierasz to, na którym jesteś najładniejsza. Wyrzucasz 9, na których "nie wyszłaś". W ten sposób Facebook staje się odbiciem top 10% rzeczywistości.

Sęk w tym, że w prawdziwym życiu nie ma, że "nie wyszłam". Wszystkie twoje twarze są natychmiast publikowane w RealBooku. Bez retuszu. Nie powiesz rzeczywistości: "nie, tego niech nie będzie, bo tutaj miałem gorszy dzień".

Nie dziwię się wcale, że tak dużo ludzi woli żyć w świecie, gdzie widać 10% tego co najlepsze.

Nie dziwię się też, że co bardziej świadome osoby mają odrazę do takiego zakłamania i trzymają się od Facebooka z daleka. To ten sam rodzaj obrzydzenia, który każe im wyłączać reklamy i reagować pogardą na kurs uśmiechniętego pana w drogim garniturze pod tytułem "jak szybko i bez wysiłku zmienić życie i zostać bogatym".

Wszystko co złe, brzydkie, smutne, monotonne, stare zmiatamy tutaj pod dywan. Nie ma tu rzeczy wymagających poświęcenia ani cierpliwości.

I po co tak?

No po to, żeby mieć dobre samopoczucie!

I nie udawaj, że tego nie rozumiesz. Możesz być jednym z tych chorych ludzi, którzy widzą sens życia w kontemplacji zła, śmierci, cierpienia, krzywd i przegranych wojen, ale większa jest jednak szansa, że wolisz czuć się szczęśliwy.

No to się czuj. Jesteś na Faceboku!

Ale im bardziej idiotycznie ten sztuczny raj wygląda, tym mocniej brzmi w nim głos z trzeźwego świata.

Ja jestem głosem zwyczajnego realizmu.

Tu, pomiędzy kotami i linkami do piosenek w 40% wygenerowanych przez komputer, a w 50% przez Dział Marketingu, zwykły realizm wygląda jak skondensowany smutek, samotność, przygnębienie. Człowiek z Rzeczywistości, który wie, że obraz top 10% to nie obraz rzeczywistości, to krytyk i maruda.

Sram na to.

Kto głupi, niech głupieje bardziej. Kto mądry niech się robi mądrzejszy. A kto zasnął niech się obudzi.

Martin Lechowicz

PS. Hej, lato jest - zapraszam do spotkań w realnym świecie!

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sztuka epistolografii 16

Mam wielką nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze moje listy i wyda je drukiem.

Jak znam życie, będzie to zapewne jakiś prokurator, który po skonfiskowaniu mojego komputera za sprawą jakiego ACTA bądź innego legislacyjnego śmiecia, stanie przed obowiązkiem przeczytania całej mojej korespondencji.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.