Martin Lechowicz

Trawa była zieleńsza

Jadę sobie na rowerze nad rzeczką, aż tu nagle widzę grupkę nastolatków. Siedzieli sobie na trawce i gadali. Piwa nie pili. Ale bez piwa też może być fajnie.

I tak sobie pomyślałem odruchowo: ach, jakie to były piękne czasy, jak się miało 16 lat i chodziło do szkoły! Można było sobie tak po prostu pójść na trawę, położyć i mieć fajnie.

I nagle sobie uświadomiłem co ja za pierdoły opowiadam. Fajnie? 16 lat? Akurat! Nostalgia kłamie w żywe oczy, niczym polityk przed wyborami.

Czy mogłem wtedy przestać chodzić do szkoły jak już doszedłem do wniosku, że to kompletna strata czasu? Czy mogłem wychodzić kiedy chcę i wracać kiedy chcę? Czy mogłem cokolwiek odpowiedzieć rodzicom na ich "będziesz robić co chcesz jak będziesz mieszkać u siebie"? Czy mogłem się przeprowadzić do innego miasta, jak mi się znudziło mieszkanie w Krakowie? Czy w dowolną środę o godzinie 14 mogłem sobie wziąć i pojechać kupić najlepsze pierogi w mieście, bo mi się tak akurat zachciało? Czy miałbym w ogóle za co je kupić? Czy miałem najmniejszą szansę mieć ten rower elektryczny, na którym teraz jadę i gapię się nostalgicznie na obraz sielskiej przeszłości, która sobie leży beztrosko na trawie? No leży, ale z tego prostego powodu, że nic innego nie może.

Chyba zwariowałem, że mi przyszło do głowy, że młodość była w czymkolwiek lepsza. Mogę robić sto razy więcej teraz niż wtedy. Mogę i robię. Beztroska, która wynika z ignorancji to nie to czego szukam. Wolność, kiedy pogodziłeś się z tym, że nie masz żadnego wpływu na własne życie, to nie to czego chcę.

Jedyne za czym mogę ewentualnie zatęsknić to ładniejsza gęba i większa głupota, dzięki której młody człowiek odważa się na rzeczy, o których stary nawet nie pomyśli, bo wie co to są konsekwencje. Ale obecne pokolenie nawet i tego nie ma, bo głupota zamiast iść w parze odwagą postanowiła oglądać koty w internecie, ewentualnie pisać w kółko o papieżu i małych dzieciach.

I nagle nostalgia zmieniła się w litość. Biedni ludzie. Biedni, młodzi ludzie. Jedyne co mają dobrego w życiu to kawałek trawy i złudzenia, że w przyszłości będzie lepiej. Przyjdzie lepsze. Samo.

Najbardziej zaskakujące jest to, że kiedy miałem 16 lat to byłem przekonany, że życie kiedy się ma 36 jest do dupy. No bo: musisz chodzić codziennie do roboty, płacić te wszystkie rachunki i nie możesz sobie pograć po szkole z kimś-tam w coś-tam. Nie to co teraz!

Ale jak mógłbym sobie wtedy wyobrazić, że życie może być tak zupełnie inne od tego co znałem? Że nie trzeba robić codziennie tego samego tylko dlatego, że "tak trzeba". Że można pracować inaczej niż na etat. Że rachunki wcale nie muszą być przytłaczającym obciążeniem. Że można zmieniać dom co dwa lata i nie ma problemu.

Jak mogłem przewidzieć, że kiedyś będą rowery elektryczne i że w kieszeni będę mieć superkomputer tak mały, że zmieści się w telefonie? Że zamiast grać z dwoma kolegami z bloku obok będę grać z dziesięcioma z połowy krajów świata? Że kiedyś napiszę piosenkę, którą usłyszy milion ludzi i zrobię w dwa dni grę, w którą zagra pół miliona?

I że to wszystko stanie się dopiero kiedy będę mieć więcej niż 30 lat?!

Ludzie, przecież ja planowałem w wieku 30 lat już nie żyć! Wyobrażałem sobie, że w tym wieku życie jest tak beznadziejnie nudne, że kto nie dożyje, ten wygrał los na loterii.

Straszne jest to, że wielu ludzi tak sądzi.
Jeszcze straszniejsze, że dla wielu ludzi to prawda.

Jeżeli istnieje na tym Facebooku w ogóle jakiś wpis, którego przeczytanie przyniesie przeciętnemu nastolatkowi pożytek, to właśnie ten.

Jeżeli to czytasz to wbij sobie to do głowy: to nieprawda, że życie jest fajne tylko na początku, a potem się robi coraz gorzej. Jeżeli jesteś na początku to tak się wydaje, ale tylko dlatego, że nie masz porównania z tym co będzie dalej. Posłuchaj tych, którzy już tam dalej są.

Bo chociaż większość z nich to ludzie nudni, szarzy i bez życia to są wśród nich tacy, którzy się nie poddali. Nie uwierzyli, że musi tak być. I nie poszli do byle roboty po byle studiach, żeby z byle kobietą mieć byle dzieci. I tak byle do emerytury.

Nie musisz tak skończyć.

Pamiętaj: ci, którzy jadą w autobusie i patrzą przez okno z zazdrością na to jak ty z kumplami siedzisz sobie nad rzeką i czujesz że żyjesz, wsiedli do tego autobusu na własne życzenie. Nikt ich tam przemocą nie wepchał. Są tam gdzie są na własne życzenie.

I ty też tam będziesz. Będziesz zazdrościć samemu sobie kiedy byłeś młody. To znak, że marnujesz życie.

Ale jeżeli tylko będziesz mieć przed oczami kierunek, i jeżeli znajdziesz w sobie tylko tyle odwagi i siły, żeby nie wsiąść do zapchanego autobusu kiedy jesteś zmęczony, to myślę, że mogę zagwarantować, że będąc starym sobą nie będziesz zazdrościć młodemu sobie. Ani trochę.

Tak jak ja nie zazdroszczę. Ani trochę.

Bo życie jest wystarczająco długie, nieprzewidywalne i pełne możliwości. Nie musisz znać konkretnej drogi. Nie musisz zaczynać z konkretnego miejsca.

Wystarczy, że zachowasz kierunek.

A jeżeli już o tym wszystkim wiesz, jeżeli rozumiesz o czym mówię to pogratulujmy sobie: udało się nam żyć!

I raz wyjątkowo powiem: wyślij to innym. Albo opowiedz swoimi słowami. Albo przynajmniej powiedz komuś to jedno zdanie:

Żyj tak, żebyś starzejąc się nie miał powodu tęsknić za sobą kiedy byłeś młody.

Dobrego życia,
Baron Martin Lechowicz

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sklepik

Wejdź do sklepiku i kup sobie coś fajnego do czytania! A jak już masz to kup drugie. Na prezent.

Dlaczego wierzę w Boga 30

Jedno z najpopularniejszych pytań towarzyskich w Polsce brzmi: "na kogo głosujesz".

Innym, równie popularnym zagadnieniem jest "czy Bóg istnieje".

Wiele osób dziwiło się głośno, kiedy odkrywali, że mam taki a nie inny stosunek do Boga, a zdziwienie było tym większe, że ewidentnie mam mózg. I nawet go używam. Jak to więc możliwe, że jako gorący zwolennik mózgu nie jestem ateistą? ...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.