Martin Lechowicz

Trotyl

Od trzech dni wszyscy znowu zaczęli gadać o sprawie na "S".

I nie chodzi mi tu wcale o "Solidarność". Ani "Składki na ZUS". Wiecie, o co mi chodzi.

Okazało się we wtorek, że we Wraku (sami-wiecie-czego) znaleziono trotyl. Trotyl, dynamit, proch strzelniczy, do wyboru. Za co drugim fotelem. A nitrogliceryny tyle, że można było w niej pływać. Takie jaja!

Skutkiem tego odkrycia ludzie chorzy na manię prześladowczą na punkcie Najważniejszej Sprawy w Historii Polski doznali gwałtownego pogorszenia. Zaczęli natychmiast dyskutować głośno o tym, kto kogo zamordował, kto jest mordercą-zdrajcą, a kto tylko mordercą zwyczajnym. Sceptycy oraz ludzie znudzeni do porzygania (np. ja) zostali potraktowani ulgowo, czyli uznani jedynie za współudziałowców morderstwa. Uznano, że przysługuje prawo łaski, pod warunkiem jednakże, że się nawrócą i dołączą do prawdziwie-polskiego grona wyznawców "S" oraz jego kapłana "K". Sugerowaną pokutą byłyby doroczne pielgrzymki do Świętego Wraku.

W ten sam wtorek okazało się, że ooops, nasza normalnie nieomylna, poważna i szanowana gazeta pomyliła się z deka. Ok, trotylu nikt nie znalazł. Nitrogliceryny też nie. Właściwie to w ogóle nic nie znaleziono, tylko urządzenia (nikt nie powiedział dokładnie jakie) wykryły jakieś cząsteczki wysokoenergetyczne (nikt nie powiedział co to dokładnie jest), czyli ślady po czymś co nie wiadomo kiedy nie wiadomo gdzie zostało po jednej z dziesiątek nie wiadomo jakich substancji. Jedną z nich tak, mógł być trotyl. A w ogóle to możliwe, że ślady pochodzą z samej gleby, a nie ze Świętego Wraku.

No wiecie. Taka drobna pomyłka.

Reakcją na to było: "to i tak niczego nie zmienia", "my i tak wiemy, że to trotyl" oraz "przepraszać? za co?". Co jest zupełnie zrozumiałą reakcją dla każdego kto mieszka w Polsce i zupełnie nie do wytłumaczenia dla kogoś, kto nie mieszka.

Niektórych ludzi, zwłaszcza wyjątkowo zdegenerowanych polonofobów, to wszystko strasznie rozśmieszyło.

A dziś na przykład jeszcze Marta Kaczyńska zabrała głos w dyskusji, i dała do zrozumienia, że wie lepiej jak się bada cząsteczki wysokoenergetyczne. Nie wierzy, że potrzeba na to pół roku. Ona by to zrobiła w kilka dni. "Z tego co wiem" - dodała.

No właśnie w tym problem: każdy gada z tego co wie. A że zwykle wie mało, więc dużo gada, żeby wyrównać poziom. Marta na przykład, z tego co wie, mówi, że prokurator generalny nie powinien informować o niczym premiera. "To nie jest normalne" - mówi. Zapewne była kiedyś jednym albo drugim i wie co jest normalne w kontaktach pomiędzy urzędnikami.

Z tego co natomiast ja wiem, to wiem, że nie wiem co jest normalne, bo się na tym nie znam. Więc się powstrzymuję z daleko idącymi osądami. No ale ja nie jestem Marta tylko Martin, i może stąd ta różnica. Mój mózg działa inaczej.

Martę niepokoi też fakt, że badania będą wykonywanie w Rosji. Powiada, że "powinny być to badania wykonywane w Polsce". Oczywiście. Tylko że, wiesz, Marta, może być trudno przenieść te parę hektarów ziemi spod Świętego Wraku w nienaruszonym stanie do Polski. Ale jak się domyślam Marta by przeniosła. W kilka dni.

Na nasze szczęście (przez "nasze" rozumiem zwykłych ludzi co mówią po polsku, a nie polityczną hołotę co jej się zdaje, że Polska to oni) świat ma to wszystko głęboko w dupie, i poza nielicznymi wyjątkami raczej o tym nie piszą. Tylko Ruscy się nabijają z polskich panów, którzy bawią się w politykę a Francuzi są przerażeni skalą wariactwa jakie się w Polsce odbywa.

O tym wszystkim mówiłem wczoraj w audycji "Raport Martina", i w komentarzu ktoś mnie zapytał, po co ja o tym w ogóle gadam.

Jak to po co? Po nic. Po prostu mnie to śmieszy!

I jest to śmiech terapeutyczny. Dlaczego? Bo śmiech zabija strach. A w Polsce jest ostatnio zbyt dużo strachu: że urzędnik nie pozwoli, że policja złapie, że oskarżą, że nie wolno...

A ja mówię: nie lękajcie się! Popatrzcie jak trotyl znika. Anika na waszych oczach, a inni go dalej widzą. Uśmiechnijcie się. Czy jest sens się bać takiego państwa?

Owszem, można nie lubić, lekceważyć, pogardzać nawet. Można być ostrożnym i spodziewać się samych złych rzeczy. To jest uzasadnione. Ale bać się?

I to jeden z nielicznych plusów kolejnego rozdziału Najważniejszej Sprawy w Historii Polski.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Elektro-sklepik

Wspieraj barda! E-booki i piosenki, każda piosenka za złotówkę. Tanio jak Chinach!

Napój Anonków 37

Jacek Kaczmarski napisał książkę "Napój Ananków".

Ja piszę wpis blogowy pod tytułem "Napój Anonków".

Co zrobić - jakie czasy, tacy bardowie. I takie teksty.

Od paru tygodni przeżywam nowe, ciekawe doświadczenia związane ze społecznością... eee... to nie jest dobre słowo. Prędzej: z bandą. Ale nawet banda ma jakiś porządek...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.