Martin Lechowicz

Ty epitecie!

Ludzie są anafabetami. Wtórnymi. Czytać umieją, tylko nie rozumieją tego, co przeczytali.

Aż tak mnie to znowu nie bodzie, przyzwyczaiłem się.

Ale irytuje mnie coraz bardziej, kiedy ludzie zaczynają używać słów, które mają inne znaczenie niż im się wydaje. Używają, bo fajnie brzmi. Bo ktoś użył wcześniej.

Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie ktoś, kto mówi z poważną, intelektualną miną "bynajmniej tak" wygląda jak idiota. Bo zwykle nawet nie wie, że powiedział coś, co jest logicznym nonsensem i słoma mu właśnie wylazła z mózgu. Ale u tych, którzy mówić umieją, zaczynają wtedy krążyć w kącikach ust delikatne, szydercze uśmieszki.

To jest ten moment, w którym należy się samospalić ze wstydu.

Ludzie od "bynajmniej tak", to przeważnie popularny w Polsce podgatunek intelektualistów-analfabetów. Dla tych osobników, o wybitnym poziomie umysłowym człowieka świadczy nie dojrzałość myśli i trafność spostrzeżeń, ale dobór słownictwa poparty odpowiednim krawatem. Są to ludzie, którzy mówią "empiria" zamiast "doświadczenie" - bo użycie słów mniej zrozumiałych czyni ich osobami na poziomie.

Sęk w tym, że czasem nie do końca rozumieją dane słowo, i wtedy wreszcie wychodzą na tych kim w istocie są: przygłupów powtarzających pierdoły za innymi przygłupami. A nie widać tego tylko dlatego, bo ich usta ubrały się dla niepoznaki w zawiłe słownictwo, niczym Andrzej Lepper w garnitur.

Przemysław Wipler - poseł zresztą - użył niedawno sformułowania: "liberał jest epitetem". Sam pan jesteś epitetem, panie Wipler! Epitetem to jest "wesoły ptaszek" albo "żółta ciżemka". Epitet to po prostu przymiotnik stojący przy rzeczowniku. Ale, że ludzie w swojej masie są moronami, to gdzieś kiedyś jakiś palant użył pierwszy raz błędnie tego słowa, bo pomylił mu się "epitet" z "inwektywą". A potem drugiemu ćwokowi się spodobał ten "epitet", bo jakże mądrze brzmi - i powtórzył błąd. I poleciało. Jeden głupek za drugim powtarzał masowo błąd - bo przecież jak coś fajnie brzmi to ludzie przyjmują to bez sprawdzania - i błąd zrobił się tak popularny, że jest on nawet w słowniku PWN: "epitet - pot. wyzwisko".

Chwali się autorom słownika, że zauważyli, że efekt masowej głupoty zaczyna funkcjonować jako norma. Z drugiej strony nie wydaje się to nikomu trochę dziwne, że słowo "epitet" według autora słownika funkcjonuje w języku potocznym? Potocznym?? "Epitet"??? To chyba raczej: "bluzgi". Potocznie to się mówi "sranie", a nie: "defekacja".

Pewnie się czepiam, wiem. Ale mi to naprawdę działa na nerwy.

Podobnie jak inne masowe błędy. Na przykład błędnie używane słowo "ignorant". Jeżeli dotąd myślałeś, że jest to określenie kogoś, kto coś ignoruje, to nie przyznawaj się. Bo co prawda "potocznie" masz zapewne rację, ale w rzeczywistości "ignorant" to człowiek, który owszem, ignoruje, ale wiedzę. Inaczej: niedoinformowany głupek. Ty jesteś ignorantem, jeżeli uważasz, że "ignorant" oznacza to samo co "ignorujący".

A dziś rano odkryłem na YouTube kolejnego matoła, który użył sformułowania "czy oby na pewno". Aż miałem ochotę wstać i wrzasnąć do monitora: "czy aby na pewno, ty kretynie!!!" W ostatniej chwili zorientowałem się, że nie słyszy.

I dlatego mam pytanie do komentujących ten blog: czy was takie masowo powtarzane błędy nie denerwują? Naprawdę nie?

 

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Czarny Czwartek - recenzja 28

Jako, że bardzo lubię oglądać filmy, a chorobowy mętlik w głowie niewiele pozwala robić, postanowiłem, że obejrzę sobie "Czarny Czwartek".

W tym celu udałem się do Wypożyczalni Filmów Pana Torrenta i pożyczyłem na wieczór wymienioną pozycję.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.