Martin Lechowicz

Wodo z Fukushima, módl się za nami

Jakiś tydzień temu trafiłem w internecie na list. Autorem jest niejaki dr Masaru Emoto, który podpisał się jako "Wysłannik wody".

Z listu wynika, że woda wysłała go, żeby zachęcał ludzi na całym świecie do modlitw w sprawie awarii elektrowni atomowej w Japonii, spowodowanej trzęsieniami ziemi i falą tsunami. Modlitwa brzmi tak:

Wodo z Fukushima,

Przykro nam, że tak cierpisz.

Wybacz nam. Dziękujemy, kochamy cię.

Ludzie mieli się modlić tymi słowami 31 marca, więc jeżeli ktoś się nie załapał, to już po ptokach. Czy woda wybaczyła czy nie, nie za bardzo da się stwierdzić, aczkolwiek doktor powiada, że pod wpływem modlitw woda może zmienić swoją strukturę i to nie ważne jak daleko ta woda jest. I że był tego świadkiem. Aż dziwne, że tego nie opatentował. To by mógł być szybki i tani sposób przesyłania danych.

Ja to widzę tak:

Z jednej strony przyczepiamy do komputera Automatyczne Urządzenie Modlące się (AUM). Urządzenie to ma adresować modlitwy do szklanki z wodą na biurku, dajmy na to, teścia w USA. Teść z kolei wsadza do szklanki z wodą Czujnik Zmian Struktury (CZS) i podłącza go do komputera. A resztę robią już odpowiednie sterowniki i programy.

Czyli kiedy urządzenie w Polsce powie "wodo w szklance na biurku teścia przy ulicy Drury Lane 15 w Little Creek w stanie Alabama wybacz mi", woda po drugiej stronie drgnie i wyśle bit do komputera: jedynkę. A gdy znów AUM znienacka przestanie mówić, wtedy woda się odpręży i urządzenie wyśle drugi bit - tym razem zero. I mamy genialny, szybki i tani modem wodno-modlitewny.

Ba, można by w ten sposób szukać nawet obcych cywilizacji! Wystarczy zaprogramować komputer, żeby mówił "wodo na Marsie, która służysz do napojenia integentnych form życza, wybacz nam". I jeżeli taka woda istnieje, to drgnie, co zapewne będzie się dało zauważyć przez teleskop.

Zastanawiam się czy ten pan nie rąbnął się w podpisie. Może zamiast "Wysłannik Wody" miało być "Wysłannik Wódy"? Miało by to więcej sensu. I skąd ten człowiek wziął tytuł doktora, chciałbym wiedzieć? I czy to on zbudował te elektrownie? Bo to by wiele wyjaśniało. Zwłaszcza gdyby zbudował je na podstawie wzoru, który umieścił w liście:

Formuła Energi Alberta Einsteina E = MC2 naprawdę oznacza, że zużycie energii = liczba osób i świadomości ludzi.

Możliwe, że za to odkrycie zdobył tytuł doktora. Dowiódł w pracy doktorskiej, że Einstein się pomylił.

Zawsze mnie fascynowało do jakiego stopnia wszyscy tego typu miłośnicy wody, powietrza, brzózek i wibracji, mają w dupie ludzi. Facet, który podpisuje się "z miłością i wdzięcznością - Masaru Emoto" list zaczął od takich słów:

Przez ogromne trzęsienia ziemi (...) zginęło ponad 10.000 osób, i nadal ginie (...). Najgorsze jest to, że woda w reaktorach Fukushima zaczęła przeciekać, i zanieczyszcza morze, powietrze i cząsteczki wody na otaczających je terenach.

Rzeczywiście, najgorsze jest to, że biedna woda cierpi, a nie to, że 10000 ludzi zginęło. Zginęło, to zginęło, trudno, ale przecież woda żyje! I cierpi! Ciekawa skala wartości.

Zapytałbym tego pana co było najgorsze w bitwie pod Stanlingradem. Pewnie by powiedział, że w bitwie zginęło co prawda 2 miliony ludzi, ale to nie było najgorsze: najgorsze jest to, że śnieg strasznie pobrudzili. Albo że umierając tak okropnie wrzeszczeli, że zwierzątka leśne się przestraszyły. Mogliby się ci ludzie zamknąć jak umierają, a nie wydzierać się na całe gardło i psuć harmonię natury złymi wibracjami przedśmiertnych drgawek. Powinni koniecznie przeprosić Matkę Ziemię, że ich wyprute wybuchami granatów flaki zepsuły delikatny balans składu ściółki leśnej.

Nie wiem skąd się biorą ludzie co mają tak posrane we łbie.

Z Japonii?

Chociaż jest jeden fakt, który rzuca nieco światła na sprawę. Pan Emoto jest ponoć doktorem. I teraz sprawa jasna: bo kiedy się zdrowy rozsądek prostego człowieka zastąpi akademickim teoretyzowaniem, to w wyniku zwykle dostaniemy pieprzenie od rzeczy.

Z miłością (do ludzi, nie do wody) i wdzięcznością (za to, że mi Bóg dał rozum) - baron Martin Lechowicz, Wysłannik Mózgu

 

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Martin in English!

Dla tych, co chcą poznać Polskę.

Marsz - za kim jestem? 19

"Jaką masz opinię o samym marszu i blokadzie? Którą ze stron, bardziej lub mniej, popierasz?" - takie pytanie dostałem mailem.

Marsz Niepodległości 11 listopada 2011 roku w Warszawie przeszła do historii jako wiekopomna chwila. Ci, którzy nie widzieli filmu "Czarny Czwartek", mogli zobaczyć te same sceny na ulicach. Brakowało tylko, żeby kogoś zabili i nieśli go potem na drzwiach pod pomnik Dmowskiego śpiewając "Janek Wiśniewski padł"...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.