Martin Lechowicz

Wpis monopolowy

Czy ktoś pamięta jeszcze czasy bez internetu?

Smutne to były czasy. Człowiek musiał bez przerwy spotykać się z innymi ludźmi, żeby się czegoś dowiedzieć. Książki trzeba było czytać, zamiast na Google szukać. Encyklopedię się kupowało, bo Wikipedii nie było. Nie wiadomo było co kto lubi i kto z kim jest w jakim związku - chyba, że się kogoś zapytało. A listy się pisało na papierze.

Pamiętam czasy pierwszym Wojen Przeglądarkowych. O opanowanie rynku walczyły Internet Explorer i Netscape Communicator. Internet Explorer wygrał i przez jakiś czas był praktycznym monopolistą korzystając z efektu sieciowego.

Wielu ludzi obserwowało sytuację z niesmakiem, bo Internet Explorer wcale nie był aż tak fajną przeglądarką. Ale trzeba było pod nią budować strony - bo wszyscy z niej korzystali. A wszyscy z niej korzystali, bo wszyscy pod nią budowali strony. Tak działa efekt sieciowy w skrócie.

Wiele osób powiedziało wtedy: "niewidzialna ręka wolnego rynku znowu nie zadziałała". Ludzie tak często mówią. Im mniej wiedzą o wolnym rynku, tym częściej.

Faktem jest, że monopole faktycznie powstawały: na rynku systemów operacyjnych - Microsoft, na rynku przeglądarek - Microsoft, na rynku myszek z napisem "Microsoft" - Microsoft.

Więc zaczęto krzyczeć: niech nas ręka państwa broni przed krwiożerczym wolnym rynkiem! I wtedy przyszła widzialna ręka i zaczęła ingerować.

Ale zanim zdążyła zepsuć wszystko tak, że było 10 razy gorzej niż poprzednio, stała się rzecz nieoczekiwana. Microsoft przestał być monopolistą na rynku przeglądarek.

Tak naprawdę Microsoft monopolistą nigdy nie był. Bo żeby zainstniał prawdziwy monopol, taki, który naprawdę szkodzi klientom, który sprawia, że wszyscy są zmuszeni kupować to co drogie i złe, zamiast to co tanie i dobre, musi nie tylko nie istnieć konkurencja - musi też nie istnieć możliwość, żeby ta konkurencja się pojawiła. A jeżeli chodzi o przeglądarki, to konkurencja zawsze istniała: potencjalna konkurencja.

I w rzeczy samej, szybko się zmaterializowała. W postaci Firefoxa.

Pamiętam jak ludzie z ulgą zaczęli masowo przechodzić od starego, zmurszałego Internet Explorera, którego nikt specjalnie nie rozwijał, do nowego, świeżego Firefoxa. To była przez długi czas najważniejsza informacja jaka krążyła po internecie: koniec monopolu Internet Explorera. Jest już coś lepszego i w dodatku za darmo.

Firefox był na dobrej drodze, żeby zostać nowym bogiem w świecie przeglądarek, ale nie zdążył. Bo pojawił się z kolei Chrome.

I tak wojny przeglądarkowe zaczęły się od nowa, ale przeszły z fazy szybkich, spektakularnych zwycięstw, do fazy długiej, powolnej wojny pozycyjnej, gdzie każdy próbuje opanować i umocnić się na swoim obszarze.

A teraz sytuacja znowu się zmienia i kto wie czy znowu coś spektakularnego się nie stanie. Bo Microsoft, kiedy się zorientował, że nie wystarczy raz coś zrobić i iść spać, zaczął kilka lat temu ostro pracować nad nową przeglądarką i oto właśnie, dosłownie kilka dni temu pojawiła się oficjalna wersja Internet Explorera 9. Który to explorer, trzeba uczciwie przyznać, jest dobrze zrobiony, bardzo szybki, miły w obsłudze i darmowy. I ma kolejną szansę wykosić całą konkurencję.

I tak historia zatoczyła koło:

Kiedyś używałem Internet Explorera tylko po to, żeby nim ściągnąć Firefoxa.

Potem używałem Firefoxa po to, żeby nim ściągnąć Chrome'a.

A teraz użyłem Chrome'a po to, żeby nim ściągnąć Internet Explorera.

I jaka z tego płynie nauka?

  1. Że na wolnym rynku nawet efekt sieciowy nie tworzy wcale monopoli, które byłyby ze szkodą dla klienta. Bo zawsze może się pojawić coś lepszego i tańszego.
  2. Każdy kto spoczywa na laurach zamiast pracować, szybko te laury straci.
  3. Nawet jeżeli wczoraj zrobiłeś jakieś spektakularne dziadostwo, nie jest powiedziane, że jutro nie zrobisz arcydzieła.
  4. Na wolnym rynku wszystko się zmienia. Cieszmy się tym!

Dla wielu ludzi te ciągłe, szybkie zmiany rzeczywistości są męczące.

Są to przeważnie ludzie nudni, z którymi nie ma o czym porozmawiać. Z wyjątkiem może rozmów o zupie pomidorowej, o spłacie kredytu i o chrzcinach wujka Edka.

Może i zmiany są męczące - ale przede wszystkim są ekscytujące! Sprawiają, że życie jest warte, żeby je przeżywać, bo niezależnie od tego jak jest dziś, jutro wszystko się może zdarzyć! Nawet to, że Microsoft zrobi naprawdę dobrą przeglądarkę.

Na tym polega życie: na zmianach. Tylko to, co jest martwe, się nie zmienia.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Najgłupsza akcja internetowa 18

I oto mamy kolejną odsłonę najgłupszej internetowej akcji społecznej ostatnich lat. Chodzi o krążące znowu maile pod tytułem "Protest przeciwko rosnącym cenom paliwa".

Napisał je bliżej nieokreślony ekonomiczny imbecyl, który swoim rozumowaniem wykazał, że wiedza o ekonomii wynoszona z polskich szkół jest mniej niż zerowa...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.