Martin Lechowicz

Z wizytą duszpasterską na policji

Przyszło w końcu do mnie wezwanie w żenującej sprawie zbiórek publicznych w internecie.

O czyje zbieranie chodzi, gdzie i kiedy, tego jeszcze nie wiem. Dowiem się dziś. Ale o co by nie chodziło sprawa jest idiotyczna, żenująca i niepotrzebna, a prawo głupie.

Pan policjant wpadł do mnie wczoraj. Był sympatyczny, tylko jakoś dziwnie poirytowany. Pewnie tym, że mu każą robić za listonosza - wcale mu się nie dziwię. Umówił się ze mną na dzisiaj na 18-stą, i nawet wyjaśnił jak dojść. Większości wskazówek nie zrozumiałem i nawet nie za bardzo słuchałem. Sprawdziłem potem w parę sekund na Google Maps.

Idę więc za parę godzin z wizytą duszpasterską na komisariat. Kolejna przygoda.

Podejrzewam, że policjanci będą bardziej niż ja zirytowani zajmowaniem się takimi pierdołami. Ktoś doniósł, a oni muszą teraz siedzieć nad tym przez parę godzin. I wiadomo, że cała ta robota się zmarnuje, bo już orzekano w tego typu sprawach, i komentarze do prawa zresztą mówią to samo: że zbiórki na konto w internecie w świetle ustawy nie są zbiórką publiczną.

Ale zobaczymy ile mi jeszcze przyjdzie się natłumaczyć zanim mi dadzą spokój. Mam nadzieję, że nie wkurzą mnie tym idiotyzmem na tyle, żebym wyjechał z tego kraju przed czasem. Raz a porządnie. A naprawdę niewiele mi już brakuje.

Uzupełnienie po wizycie:

Przyszedłem, patrzę: budynek administracji. W środku drzwi jak u Balcerka z Alternatywy 4 z napisem "wejście do komisariatu". Otwieram.

W środku okienko i dyżurny siedzi. I mówi mi, że on (nie wiem kto to jest on, ale jest jakiś on) pojechał i że dziś się nie wyrobi jednak. Żebym zostawił telefon to zadzwoni. Może jeszcze w tym tygodniu jakoś...

No tak. U mnie dni płyną jak tygodnie, a u nich odwrotnie.

Zapytałem czy maila zostawić, czym rozbawiłem dyżurnego. Całkiem fajny facet.

- Nie mamy internetu.
- To co wy tu cały dzień robicie? Radia słuchacie?
- Radio i telewizor.

Ciekawe czy płacą abonament.

No i tyle na dziś zabaw z porządkiem prawnym Rzeczpospolitej. Rozczarowałem się tym wszystkim, bo byłem akurat w przygodowym nastroju, a tu dupa nie przygoda. Jak wszędzie w Polsce: pieniędzy brakuje, komisariat jakby się miał za chwilę zawalić, nic nie działa na czas, ale co tam: jakoś to będzie. Proszę czekać. Kiedyś się w końcu uda.

Tylko ludzi szkoda. Całkiem fajni są ludzie.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sklepik

Wejdź do sklepiku i kup sobie coś fajnego do czytania! A jak już masz to kup drugie. Na prezent.

Znów jestem agentem 38

Mówi się o mnie.

Tym razem rozpętała się dyskusja na forum libertarianizm.net na temat tego, czy jestem tajnym agentem Tuska.

Myślałem, że to oczywiste. No jasne, że muszę być agentem. Za dużo rzeczy mi się udaje. Jeżeli w Polsce komuś się coś udaje, to może znaczyć tylko jedno: że ma konszachty. Bo niby jak inaczej? Własną pracą? Odwagą? Inicjatywą? Talentem? ...

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.