Martin Lechowicz

Zgorzknienie i realizm

Widzę po komentarzach pod ostatnim wpisem, że wiele osób ma bardzo optymistyczną wizję świata i ludzi. Zdziwiłoby mnie, gdyby było inaczej.

Rzucam więc do przemyślenia dwie tezy.
Pierwsza, że zakłamanie i optymizm to siostry. Może nawet bliźniaczki.
A druga, że zgorzknienie i realizm to akurat siostry nie są.

Jeżeli ktoś usłyszawszy od lekarza "mam przykrą wiadomość, ma pan raka" mówi "ale pan jest zgorzkniały" to zwykle nie jest to specjalnie mądry człowiek.

A piszę to, bo parę osób doszło do wniosku, że jestem zgorzkniały. A niby czym miałbym być? Mam doskonały humor. Wiosna, zdrowie, pieniądze, dziewczyna - i wszystko lepsze niż się spodziewałem!

Człowiek jest jaki jest, więc zawsze jakoś trzeba zinterpretować to, czego się nie da przyjąć. A kiedy nie ma argumentów, to co najlepiej zrobić? Wziąć się za ocenę nie tego co powiedziano, tylko tego kto mówi.

Każdy kto tak zrobił dał idealną ilustrację tego, o czym napisałem poprzednio - zamiast się konfrontować z treścią, łatwiej uciec w "a ty to masz krzywy nos".

Zresztą sam fakt, że ktoś zaczyna o mnie gadać, zamiast mówić na temat, pokazuje, że żadnej odpowiedzi nie ma.

Warto zwracać na to uwagę w dyskusjach, bo jak nożyce się odezwały, to wiesz że trafiłeś w stół - czyli tam, gdzie chciałeś.

Ciężko co prostszym umysłom zaakceptować, że wesołek może się też przejmować, że komuś z dystansem może na czymś zależeć, że mądry może lubić się wygłupiać a poważny nie nosić krawata. W serialach pokazuje się jednowymiarowych, prymitywnych ludzi, celebryci dbają jednoznaczny, spójny image - to zaczyna się wierzyć, że ludzie tacy są naprawdę.

Dobry moment, żeby sobie uświadomić czy przypadkiem nie żyjemy w iluzji. W jednej wielkiej reklamie.

Może Facebook to nie jest odzwierciedlenie rzeczywistości - ale jedna wielka autoreklama?

Nic mi się tam w głowie nie zmieniło. To co napisałem uważam od lat. Dziś mam akurat doskonały humor i wszystko mi się układa fantastycznie. Tak samo myślałem śpiewając piosenkę o nawalonym i pisząc Ironizator. I robiąc komiks o koniu.

Z realizmu wcale nie musi wypływać przygnębienie. Co, nie da się? Da się. To, że znasz tylko jedną drogę, nie znaczy, że nie istnieją inne.

Prawda jest taka, że uważam - zupełnie spokojnie to mówię i bez żadnego ponurego przygnębienia - że świat nie jest taki zły jak się to ludziom wydaje.

Jest o wiele gorszy.

Tak sądzę. Od jakichś 20 lat. Przez ten czas miałem okazję dokopywać się do sedna spraw, nie dowierzając powierzchownym uśmiechom, więc tak robiłem, bo raz, że jestem bezczelnym bucem a dwa, że jestem niezdrowo ciekawy wszystkiego. I początkowe przypuszczenie zmieniało się w przekonanie: ludzie nie są tak szczęśliwi na jakich wyglądają.

To tylko my zadowalamy się wierzchnią warstwą i nie dociekamy. Nie obserwujemy. Nie dokopujemy się.

Dla własnego świętego spokoju.

Ja to rozumiem, człowiek to człowiek. Ale jeżeli poprzestajesz na tym, co ci ludzie sami chcą pokazać, to skąd wiesz czy mam rację czy nie mówiąc, że ludzie są gorsi niż się wydaje? Jak rozróżniasz czy mówię prawdę odrzucając złudzenia czy też zrobiłem się zgorzkniały i widzę rzeczy gorsze niż są?

Skąd możesz wiedzieć jak jest naprawdę, jeżeli całe życie uciekałeś od tego, żeby wiedzieć jak jest naprawdę?

Co jest nie tak z tymi ludźmi, że za każdym razem jak ktoś im powie "gówno śmierdzi", zaczynają dyskutować o tym, kto im to powiedział, zamiast, do ciężkiej cholery, powąchać i sprawdzić?

Czy to nie najlepiej pokazuje do jakiego stopnia ludzie chcą omijać problemy zamiast sobie z nimi radzić?

Ja wiem, że to ciężki wpis, i przeciętny maturzysta nic z tego nie zrozumie, a przeciętny gimnazjalista przestanie czytać po 15 sekundach z powodu ADHD.

Ale ja mam staroświeckie podejście i wierzę, że to podejście zawsze będzie prawdziwe, niezależnie od czasów i technologii. I to podejście mówi: jak coś wiesz, mów.
Jak możesz nauczyć, ucz.
Jak coś poznałeś, przekazuj.
Jak ktoś się myli, przekonuj.
Mów prawdę.
Żyj w zgodzie ze sobą i z Bogiem. Kimkolwiek on ci się wydaje.

Jak śpiewał Jacek Kaczmarski: "a ty siej a nuż coś wyrośnie". A jak nie wyrośnie? Nie twój problem. Ty siej.

Tych, co oczekiwali po mnie, że będę Gracjanem Roztockim, że istnieję jako produkt o jednym, zdefiniowanym na opakowaniu przeznaczeniu, przepraszam.

Ale przecież to nie ja wprowadziłem w błąd. To wy sami wprowadzacie się w błąd.

Nie do wiary, że tylko 20 lat wystarczyło, żeby ludzie zaczęli cały świat postrzegać z punktu widzenia konsumenta.

Mam nadzieję, że zawsze będą tacy, którzy zdają sobie sprawę, że to nie jest ani jedyny ani najlepszy ani w ogóle dobry sposób widzenia świata.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Sklepik

Wejdź do sklepiku i kup sobie coś fajnego do czytania! A jak już masz to kup drugie. Na prezent.

Nauka to religia 12

Taka już natura człowieka, że kiedy kończą się argumenty szuka się knebla.

Nie jest to takie dziwne, kiedy sobie uświadomimy, że człowiek, który sobie ciepłe wyrko wymościł niczego się tak nie boi jak utraty owego wyrka.

© Martin Lechowicz 2016. Wszystkie prawa i tak dalej.